Nie ma tego cytatu, który, wydawało mi się, że tam był. Przeczytałam ponownie ze dwa razy i nie ma. Jest coś podobnego, co oczywiście twórczo wykorzystałam, jak Miss Marple na zajęciach. Ale to nie to.
Nie ma komarów, nie ma nawet muszek owocówek. Nie ma niczego.
Myślę za to o doktorze, jego uśmiechu i o tym, że nad podziw fajnie nam się rozmawiało. O tym, że ta pieprzona piosenka stała się moją klątwą. O tym, że czas ucieka, a ja w lesie i że wyjdzie gniot pełen niedokończonych myśli, i że ogólnie jest do dupy. A to dlatego, drogi pamiętniczku, że już jest we mnie ten niepokój, że rano obudziłam się rozedrgana i wkurzał mnie ptaszek wciąż drący monotonnie dziób, i że od kilku dni drażni mnie ten gnojek jeżdżący mi pod oknami swoją pierdziawką, że wkurwiają mnie kosiarki wwiercającymi się w głowę silnikami. I upał też.
I myślę już o tym, co będzie po, że jak już tylko będę mogła, to wsiądę w samochód i pojadę w Bieszczady.
A na razie mogę tylko poużalać się nad sobą i powściekać, nawet napić się nie mogę, bo po alkoholu zupełnie inna fantazja.
sobota, 8 sierpnia 2015
czwartek, 6 sierpnia 2015
w pracy przecież
Siedzę w domu i udaję, że pracuję, ale urobek mam, jak w czasie włoskiego strajku. Jem tylko to, co przywiozę z działki plus chleb. A na działce szaleństwo, rodzice dumni, że im tak obrodziło, bo nad wyraz w tym roku.
Doprowadziłam do perfekcji wykonanie fasolki duszonej w pomidorach z cebulą i bazylią, popijam kompotem z czarnej porzeczki z wkładką z niedojrzałych jabłek, które nadają łagodności i wspominam foccacia, farinaty i zadowolonych dziadeczków na skuterach w kaskach na siwych głowach i cygarami w zębach. 'Buongiorno!' - przywitał się taki jeden parkując u naszych kolan i poszedł na kawę tuż obok.
*
- Gdzie można kupić bilet do X?
- U mnie nie, przykro mi, ale może w tamtej budce.
- A kiedy będzie otwarta?
- Nie wiem, może jutro rano. - a do tego tak rozbrajający uśmiech, że człowiekowi nawet przykro nie jest, że nici z wycieczki.
*
- Nie jedźcie tam, szkoda czasu, tam nic nie ma, ja znam swoje miasto! - pan policjant cały w szczęściu i uśmiechach ochoczo zaplanował nam dzień, gdy tylko dowiedział się o naszych bzdurnych pomysłach ;)
Doprowadziłam do perfekcji wykonanie fasolki duszonej w pomidorach z cebulą i bazylią, popijam kompotem z czarnej porzeczki z wkładką z niedojrzałych jabłek, które nadają łagodności i wspominam foccacia, farinaty i zadowolonych dziadeczków na skuterach w kaskach na siwych głowach i cygarami w zębach. 'Buongiorno!' - przywitał się taki jeden parkując u naszych kolan i poszedł na kawę tuż obok.
*
- Gdzie można kupić bilet do X?
- U mnie nie, przykro mi, ale może w tamtej budce.
- A kiedy będzie otwarta?
- Nie wiem, może jutro rano. - a do tego tak rozbrajający uśmiech, że człowiekowi nawet przykro nie jest, że nici z wycieczki.
*
- Nie jedźcie tam, szkoda czasu, tam nic nie ma, ja znam swoje miasto! - pan policjant cały w szczęściu i uśmiechach ochoczo zaplanował nam dzień, gdy tylko dowiedział się o naszych bzdurnych pomysłach ;)
Autoportret zawsze, na każdym tle. Turyści profesjonalni nosili jeszcze
ze sobą specjalne wysięgniki. W tej sytuacji nie jestem pewna, czy ten
wyjazd mi się liczy
wtorek, 4 sierpnia 2015
o parowaniu szarej substancji
Przez ostatni tydzień doświadczałam tego po kilka razy dziennie, w upale mózg mi wysychał, i towarzyszyła trzysekundowa pamięć złotej rybki, która po opłynięciu akwarium na nowo uczy się, że ten za szybką służy do sypania karmy. Ale teraz siedzę za zaciągniętymi roletami, mam stały dostęp do zimnej wody i władze umysłu wróciły do tego stopnia, że pracuję. Ojej, pracuję! Miliony ludzi robią to samo, są efektywni, pomysłowi i można na nich polegać, a nie zawsze mają wiatraczki i wygodne fotele. Dlaczego więc mózgi niektórych, zwłaszcza tych, których przed kaprysami aury chronią komfortowe warunki, ulegają jednak rozpuszczającej sile słońca? Takie mnie naszły wątpliwości po przeczytaniu nagłówków w internetach, np, żeby pani premier pomogła samotnej emerytce-matce nowo urodzonych bliźniąt, albo o ekskomunice prezydenta i niektórych polityków. A może powinnam to traktować jako przygrywkę do tego, co zacznie się jesienią? A może powinnam zmienić stronę startową na jakąś zagraniczną, żeby uniknąć? A może to tylko kosiarka za oknem mnie drażni?
Na pocieszenie jest nowy film z Meryl Streep.
I wspomnienia z wakacji :)
Na pocieszenie jest nowy film z Meryl Streep.
I wspomnienia z wakacji :)
niedziela, 2 sierpnia 2015
po wakacjach
Po 10 godzinach snu wciąż czuję się dość nieprzytomna. Fizycznie jestem potwornie zmęczona, ale już dawno nie czułam się tak wypoczęta i odprężona. Krótkie wakacje, ale bardzo intensywne i choć każdy kolejny dzień miał być z założenia spokojniejszy i powolniejszy, to żaden nie był. Tak na szybko naliczyłam 12 miejscowości, bo kilometrów, które przeszłam się nie da (3 kg obywatela mniej). Jadłam pyszne rzeczy i w kraju wina odkryłam dobre miejscowe piwo, które nieraz ratowało życie. Pływałam pomiędzy łódkami z wodorostami we włosach i piaskiem w majtkach, naoglądałam się takich widoków, że gęba się sama otwierała z zachwytu. Było cudnie, ale następny raz tylko jesienią, przy jakichś ludzkich temperaturach, bo ja jednak jestem zrobiona do chłodnego klimatu.
wtorek, 23 czerwca 2015
dwie niedziele
Pierwsza. W cieniu jakoś tak koło 35 °C, a poza nim, termometrom kończy się skala, więc jedynym sposobem na przetrwanie jest podróż do źródeł. Rzeka płynie brzegiem lasu zacienioną doliną, a zanurzenie stopy na cztery sekundy w lodowatej wodzie wystarcza na ochłodzenie całego ciała. Rozkosz. Na koniec jemy gigantyczne lody, dla zmyłki nazwane małymi i Mniejsza zarządza wyjazd do kamieniołomów. Jedziemy, no bo kto odmówi dziecku żądnemu wiedzy.
Wyłączamy klimatyzację, otwieramy wszystkie okna i robimy z bombka kabriolet, fajnie jest. Trochę nie znamy współrzędnych, ale na szczęście pan policjant zatrzymuje mnie do kontroli, więc ja jego też kontroluję ze znajomości terenu i orientowania się na mapie. Oboje zdajemy z wyróżnieniem, a my jedziemy dalej i wszystko jest tak, jak powiedział. Nie zgadzają się tylko detale, detaliki takie, bo nie wspomniał nic o ruchomych piaskach od brzegu do brzegu, ani o tym, że połowę wyłożonej kamieniem drogi rozmyła ostatnia burza tworząc dół do jądra ziemi. Ale bombek, nie pierwszy już raz, udowadnia, że jest samochodem terenowym (ale i tak mój pierwszy maluch był lepszy, bo sprawdzał się jako auto terenowo-wyścigowe) i daje radę. W końcu biało-czerwony szlaban i dalej na piechotę, cały czas pod górę, bo kamieniołomy na szczycie. Idziemy, temperatury, jak w hutniczym piecu, pot leje się strumieniami i atakują muchy, nie możemy się zatrzymać, bo nas zjedzą żywcem, a kamieniołomów nie widać. Spaleni słońcem docieramy w końcu na dno mioceńskiego morza, a dookoła głazy utworzone z cieniutkich jak najcieńsza bibułka warstw, które osadziły się tu 10 milionów lat temu. Przez chwilę jesteśmy pod wrażeniem, ale zaraz trzeba Mniejszą łapać za oszewkę i wyciągać z gruzowisk, bo szuka skamieniałości, a nad nią wielotonowe głazy. Poszukiwania na dnie nic nie dają, więc przenosimy się kilkaset tysięcy lat później na wyższy poziom i w końcu trafiamy na te muszelki zatopione w wapieniu. Do samochodu docieramy w malignie, ale ze świadomością, że to nie była najlepsza kolejność.
Druga. Już ponad tydzień wcześniej zauważyłam, że na niebie znowu jest coś fajnego, no ale potem było zamieszanie i dopiero w niedzielę znowu spojrzałam w te stronę i dobrze trafiłam, bo akurat trwała koniunkcja księżyca z Jowiszem i Wenus.
wtorek, 9 czerwca 2015
"Nic nie możesz, świat ma cię dupie, ale możesz mieć pogląd albo opinię."
Bardzo soczysty wywiad ze Stasiukiem. Książkami zabiera w magiczną, choć przecież rzeczywistą krainę, ale wywiad jest ciekawszy, bo bardziej zróżnicowany tematycznie i dotyka spraw obecnych i namacalnych. Zabawny, ironiczny.
update, 11 czerwca
w obliczu wydarzeń ostatnich dni (afera, podsłuchowa, Stonoga, wczorajsze dymisje), tytułowy cytat ze Stasiuka nabiera szczególnej mocy.
update, 11 czerwca
w obliczu wydarzeń ostatnich dni (afera, podsłuchowa, Stonoga, wczorajsze dymisje), tytułowy cytat ze Stasiuka nabiera szczególnej mocy.
czwartek, 4 czerwca 2015
cool tunes
Tego mi trzeba było, chłodnych islandzkich dźwięków, gdyż tuż przed egzaminem wyhodowałam sobie jakieś zapalenie krtani, czy czegoś tam w środku szyi, co zdecydowanie wpływa na proces przyjmowania wiedzy, bo zamiast zakuwać, wsłuchuję się w szum płynący z wnętrza czaszki. To może być wina greckiego mrożonego jogurtu, ale za dobry, żeby tak gnił w lodówce.
Społeczeństwo wyległo dziś na ulice w towarzystwie lokalnej orkiestry nie tylko dętej i obficie posypało asfalt kwiatkami, zaś niektóre kanały telewizyjne oflagowały się, jak na 11 listopada - zdaje się, że mamy kolejne święto państwowe, nie wiem tylko, czy pracujemy, czy nie.
niedziela, 31 maja 2015
piątek, 29 maja 2015
epidemia w rodzinie
Moja Bardzo Tajemnicza Choroba odeszła tuż przed ostatnią kłodą, które łykałam przez tydzień, ale co to takiego było nadal nie wiadomo. Portret wyszedł bez zarzutu, doktor nie znalazł już żadnych śladów, na koniec zapytał, czy czuję się zdrowa, a po potwierdzeniu wypuścił mnie wolno do domu.
Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć nowo odzyskanym zdrowiem, gdy okazało się, że i brat zapadł na Nie Wiadomo Co. Najpierw współpracownica zauważyła plamy na rękach, jednocześnie bratowa ze zdziwieniem obserwowała niemijającą smagłość twarzy, mimo, że urlop w ciepłych krajach był krótki i już trochę temu. Pośpieszne śledztwo wykazało, że wygląd pastowanego Murzyna z przedwojennego kabaretu, nieświadomy osioł zawdzięcza regularnemu stosowaniu samoopalacza, który bratowa sobie kupiła przed wyjazdem, w celu uniknięcia masowych ataków serca wśród rybek ciepłych mórz. "Bo tak się fajnie rozsmarowywał" - bronił się cudownie ozdrowiały brat. No, bo żeby nie było, że on nie dba o siebie.
Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć nowo odzyskanym zdrowiem, gdy okazało się, że i brat zapadł na Nie Wiadomo Co. Najpierw współpracownica zauważyła plamy na rękach, jednocześnie bratowa ze zdziwieniem obserwowała niemijającą smagłość twarzy, mimo, że urlop w ciepłych krajach był krótki i już trochę temu. Pośpieszne śledztwo wykazało, że wygląd pastowanego Murzyna z przedwojennego kabaretu, nieświadomy osioł zawdzięcza regularnemu stosowaniu samoopalacza, który bratowa sobie kupiła przed wyjazdem, w celu uniknięcia masowych ataków serca wśród rybek ciepłych mórz. "Bo tak się fajnie rozsmarowywał" - bronił się cudownie ozdrowiały brat. No, bo żeby nie było, że on nie dba o siebie.
wtorek, 26 maja 2015
eksperyment
Poniższy post wabi jakiś amerykańskie maszyny śledzące, ma największe wzięcie ever, dlatego skopiowałam tu, a oryginał usuwam. Zobaczymy, gdzie teraz zaczepią kotwicę ;)
wtorek, 16 września 2014
francuski desant
Od kilku dni blog jest bombardowany odwiedzinami z Francji. W krótkim
czasie setki wejść na bloga, w którym nie pada ani jedno francuskie
słowo, odpada więc nagła i szaleńcza jego popularność nad Sekwaną.
Podejrzewam, że to jakaś działalność komercyjna po coś, albo skanowanie w
poszukiwaniu czegoś, w każdym razie jakiś rodzaj inwigilacji. Lekko
mnie to drażni, bo już wcześniej do białości doprowadziła mnie reklama
telefoniczna. Strzegę tego numeru, jak tylko się da, nie rozdaję na
prawo i lewo, dodatkowo wśród znajomych jest dobry zwyczaj pytania
właściciela o zgodę na przekazanie numeru komuś trzeciemu, będącemu
akurat w potrzebie. Wszystko po to, żeby telefon był rzeczywiście
prywatny i nie dzwonił nieustannie, jak centrala telefoniczna ze
dwadzieścia lat temu, m.in. z rewelacyjnymi propozycjami zakupu
wełnianych skarpet, od których się zdrowieje ze skrętu kiszek, bądź
kompletu garnków z wyjątkowych i unikalnych stopów metali używanych
także w budowie statków kosmicznych.
Końcówka numeru 210: - Proszę czekać, będzie rozmowa - wyjątkowo idiotyczny sposób na pozyskanie klientów. Bank z jakimś kredytem, jutro pójdę z awanturą, bo dam sobie rękę uciąć, że zastrzegałam i nie dawałam zgody, pewnie znów będą korowody, jak z nartostradą.
*
W końcu dopadłam fachowca, dość szybko, bo już za trzecim razem udało mi się dotrzeć z zadyszką na trzy minuty przed sjestą. Mówię mu, że trudno go upolować - Jak to? Przecież syn był rano! Aaa, czyli jest i syn. Kolejne pokolenie w fachu. Kolejne pokolenie celebrujące popołudniową drzemkę i tylko nie wiem, czy ten starszawy pan w kamizelce, którego tam widywałam, gdy mnie tato zabierał ze sobą, to był owego syna dziadek, czy pradziadek. Zakład działa co najmniej od wojny, a nie wiem, jak było wcześniej i muszę zasięgnąć języka, bo mnie to ciekawi. Sądząc po wieku ojca, syn ledwie zaczął pracować na swoją emeryturę. Bardzo cieszy mnie ta rodzinna tradycja, ale to oznacza, że mieszkańcy mojego miasta już po wieczność będą zmuszeni do brania urlopów okolicznościowych w celu dostąpienia zaszczytu, bo mogą sobie być sputniki i majtki z termostatem, a prawdziwego rzemieślnika i tak nic nie zastąpi.
Końcówka numeru 210: - Proszę czekać, będzie rozmowa - wyjątkowo idiotyczny sposób na pozyskanie klientów. Bank z jakimś kredytem, jutro pójdę z awanturą, bo dam sobie rękę uciąć, że zastrzegałam i nie dawałam zgody, pewnie znów będą korowody, jak z nartostradą.
*
W końcu dopadłam fachowca, dość szybko, bo już za trzecim razem udało mi się dotrzeć z zadyszką na trzy minuty przed sjestą. Mówię mu, że trudno go upolować - Jak to? Przecież syn był rano! Aaa, czyli jest i syn. Kolejne pokolenie w fachu. Kolejne pokolenie celebrujące popołudniową drzemkę i tylko nie wiem, czy ten starszawy pan w kamizelce, którego tam widywałam, gdy mnie tato zabierał ze sobą, to był owego syna dziadek, czy pradziadek. Zakład działa co najmniej od wojny, a nie wiem, jak było wcześniej i muszę zasięgnąć języka, bo mnie to ciekawi. Sądząc po wieku ojca, syn ledwie zaczął pracować na swoją emeryturę. Bardzo cieszy mnie ta rodzinna tradycja, ale to oznacza, że mieszkańcy mojego miasta już po wieczność będą zmuszeni do brania urlopów okolicznościowych w celu dostąpienia zaszczytu, bo mogą sobie być sputniki i majtki z termostatem, a prawdziwego rzemieślnika i tak nic nie zastąpi.
| Reakcje: |
2 komentarze:

moje-waterloo19 września 2014 12:08
Wiem, słabe to pocieszenie, ale ja mam podobnie. Tylko ze Stanów.
OdpowiedzUsuń
Odpowiedzi
Tak, Stany i Rosja też, ale chyba nie aż tak nachalnie. To chyba jakaś parszywa komercyjna działalność.Usuń
Subskrybuj:
Posty (Atom)
