Ostatni czas to zdecydowanie okres odkrywania niezbadanych dotąd lądów. No ale przecież jest wiosna i trzeba w sobie pielęgnować jakieś zauroczenie, jakie by się nie trafiło. W końcu nigdy nie wiadomo co nadejdzie, emocje to szaleńczo tajemnicze sprawy. Matterhorn i Ostatnia miłość pana Morgana pokazują szeroki wybór i cieszę się, że obejrzałam oba filmy w krótkim czasie. Oba, oprócz historii niosą jeszcze spokój.
niedziela, 2 marca 2014
coś jest
Ostatni czas to zdecydowanie okres odkrywania niezbadanych dotąd lądów. No ale przecież jest wiosna i trzeba w sobie pielęgnować jakieś zauroczenie, jakie by się nie trafiło. W końcu nigdy nie wiadomo co nadejdzie, emocje to szaleńczo tajemnicze sprawy. Matterhorn i Ostatnia miłość pana Morgana pokazują szeroki wybór i cieszę się, że obejrzałam oba filmy w krótkim czasie. Oba, oprócz historii niosą jeszcze spokój.
sobota, 1 marca 2014
miałam pisać
Cały dzień snułam się po domu robiąc różne rzeczy i porządkując myśli. Pisanie to głównie myślenie, sama fizyczna czynność zapisywania mało ma już wspólnego z tworzeniem tekstu, jest to właściwie odtwarzanie tego, co przez jakiś czas gromadzi się w głowie. W czasie sprzątania, oglądania wiadomości, wieszania prania, w wannie, gdy woda znienacka chłodzi zamiast grzać. Zbierałam od tygodnia i gdy w końcu usiadłam przy komputerze zza okna dobiegła pieśń. Zawadiacka, bezczelna i głośna, a jednocześnie uwodzicielska i dająca gwarancję, że z nim będzie bezpiecznie i wesoło. Gdybym była pierzastą samiczką to chciałabym mieć jajka właśnie z nim. Potem upadł pierwszy wiosenny deszcz, nagły, krótki, spokojny i gęsty.
To nie są warunki do pisania o mrocznych sprawkach ludzi. Jeśli się jest poetą, to można najwyżej napisać wiersz. Raczej zabawny.
To nie są warunki do pisania o mrocznych sprawkach ludzi. Jeśli się jest poetą, to można najwyżej napisać wiersz. Raczej zabawny.
środa, 26 lutego 2014
W gruncie rzeczy jest chyba dobrze.
Młody dostał ochrzan, ale nie wiem, czy trafiło do właściwych obszarów mózgu, bo trutka sączona przez lata zrobiła mu tam gnój i w każdej rozmowie dochodzi się do ściany. Jest kompletnie nieelastyczny, mam wrażenie. Chyba szkoda prądu.
W szkole mam plan i to mnie dość dziwi, bo po raz pierwszy w życiu zaplanowałam jakąś pracę od a do zet. Jest to dla mnie zupełnie nowa rzecz, że od początku istnieje szkielet, wokół którego mogę budować. Do tej pory planowałam tylko hulanki, podróże i zwiedzanie, cała reszta zaś odbywała się mimochodem. Aż sama jestem ciekawa, czy to się tak da i czy doprowadzę to do końca w nienaruszonej z grubsza formie. Minęło dopiero kilka miesięcy zajęć, a coraz częściej łapiemy się na tym, jak bardzo zmieniła się nasza percepcja wszystkiego, co czytamy i oglądamy, a jest tego bardzo dużo. Miss M. wywiera niezwykły wpływ, cieszę się, że do niej trafiłam.
Większa wiadomo, idealnie wpasowana w okoliczności, okrzepła i sunie do przodu. Mniejsza tworzy z coraz większym rozmachem i już powoli wszyscy się gubią w rachunkach. Nieustannie trwa produkcja kosmetyków na bazie produktów podciągniętych z kosmetyczki matki, a żeby bomby kąpielowe były absolutnie kształtne, została zakupiona nawet specjalna foremka. Papier czerpany, miska, lip balm container i coś, co powstawało wczoraj, to ostatnie produkcje, ale wciąż się waha czy w przyszłości robić karierę jako inventor czy może actress.
W hucie ok. 20% załogi złożonej zarazą i wszyscy mnie wytykają palcami, bo ja padłam pierwsza, czyli, że przywlokłam na zakład i zaraziłam, ale też i z podziwem trochę patrzą, że przetrwałam i jako ten Feniks z łoża boleści.
Jutro tłusty czwartek, już się cieszę i pożrę ile się da, nigdy potem pączki tak nie smakują. Będę jeszcze grubsza i zadowolona.
Młody dostał ochrzan, ale nie wiem, czy trafiło do właściwych obszarów mózgu, bo trutka sączona przez lata zrobiła mu tam gnój i w każdej rozmowie dochodzi się do ściany. Jest kompletnie nieelastyczny, mam wrażenie. Chyba szkoda prądu.
W szkole mam plan i to mnie dość dziwi, bo po raz pierwszy w życiu zaplanowałam jakąś pracę od a do zet. Jest to dla mnie zupełnie nowa rzecz, że od początku istnieje szkielet, wokół którego mogę budować. Do tej pory planowałam tylko hulanki, podróże i zwiedzanie, cała reszta zaś odbywała się mimochodem. Aż sama jestem ciekawa, czy to się tak da i czy doprowadzę to do końca w nienaruszonej z grubsza formie. Minęło dopiero kilka miesięcy zajęć, a coraz częściej łapiemy się na tym, jak bardzo zmieniła się nasza percepcja wszystkiego, co czytamy i oglądamy, a jest tego bardzo dużo. Miss M. wywiera niezwykły wpływ, cieszę się, że do niej trafiłam.
Większa wiadomo, idealnie wpasowana w okoliczności, okrzepła i sunie do przodu. Mniejsza tworzy z coraz większym rozmachem i już powoli wszyscy się gubią w rachunkach. Nieustannie trwa produkcja kosmetyków na bazie produktów podciągniętych z kosmetyczki matki, a żeby bomby kąpielowe były absolutnie kształtne, została zakupiona nawet specjalna foremka. Papier czerpany, miska, lip balm container i coś, co powstawało wczoraj, to ostatnie produkcje, ale wciąż się waha czy w przyszłości robić karierę jako inventor czy może actress.
W hucie ok. 20% załogi złożonej zarazą i wszyscy mnie wytykają palcami, bo ja padłam pierwsza, czyli, że przywlokłam na zakład i zaraziłam, ale też i z podziwem trochę patrzą, że przetrwałam i jako ten Feniks z łoża boleści.
Jutro tłusty czwartek, już się cieszę i pożrę ile się da, nigdy potem pączki tak nie smakują. Będę jeszcze grubsza i zadowolona.
sobota, 8 lutego 2014
ósma rano
Ci, którym małe dzieci nie urządzają zawodów z kogutem o to, kto wstanie szybciej i narobi hałasu, powinni w soboty mieć prawo do zanucenia "Obudziłam się później niż zwykle...". Niestety, organizmy wytrenowane całotygodniowymi pobudkami o brzasku nie chcą się tak przestawiać z dnia na dzień. W efekcie już o ósmej rano miałam w komputerze gotowy dokument zapisany czcionką Calibri (potem zmienię na TNR). Dokument ma też tytuł, który mam nadzieję, nie ulegnie już poważniejszym zmianom.
Ostatnio miałam coraz więcej wątpliwości i im dłużej usiłowałam wstawić zebrany materiał w jakieś ramy, tym bardziej całość wydawała się mglista. Wczoraj, jak Ania, byłam już w otchłani rozpaczy, gdy w czasie czytania znów mnie olśniło, tak samo, jak poprzednio i wszystko samo powpadało we właściwe szufladki. Jak to dobrze, że amerykańscy wykładowcy literatury mają w zwyczaju pisanie blogów, tylko czerpać. Od razu też inaczej spojrzałam na M. H. Clark, już miałam rzucać tego jej harlekina w cholerę, ale po spojrzeniu z nowej perspektywy może się okazać przydatny. W końcu to ma być Popular Literature, a taka literatura, jakie społeczeństwo, co jest do udowodnienia.
Szkoda tylko, że kilogramy przybywają mi wprost proporcjonalnie do ilości zebranego materiału i odwrotnie proporcjonalnie do traconych dioptrii. Taki koszt.
Ostatnio miałam coraz więcej wątpliwości i im dłużej usiłowałam wstawić zebrany materiał w jakieś ramy, tym bardziej całość wydawała się mglista. Wczoraj, jak Ania, byłam już w otchłani rozpaczy, gdy w czasie czytania znów mnie olśniło, tak samo, jak poprzednio i wszystko samo powpadało we właściwe szufladki. Jak to dobrze, że amerykańscy wykładowcy literatury mają w zwyczaju pisanie blogów, tylko czerpać. Od razu też inaczej spojrzałam na M. H. Clark, już miałam rzucać tego jej harlekina w cholerę, ale po spojrzeniu z nowej perspektywy może się okazać przydatny. W końcu to ma być Popular Literature, a taka literatura, jakie społeczeństwo, co jest do udowodnienia.
Szkoda tylko, że kilogramy przybywają mi wprost proporcjonalnie do ilości zebranego materiału i odwrotnie proporcjonalnie do traconych dioptrii. Taki koszt.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
kwiatki z rabatki
Z przyzwyczajenia zajrzałam do szkolnej poczty, która i śmieszy i przeraża.
Autor NN:
czy ktos moze mi powiedziec kiedty wkoncu jest ten egzamin z ...? słyszalam juz dwa terminy ... stycznia i ... luty, kiedy sie wybieraja Ci co nie zaliczyli zerówki ?
Autor Dr Z:
... nie będzie mnie z powodu wyjazdu słóżbowego ...
Autor NN:
czy ktos moze mi powiedziec kiedty wkoncu jest ten egzamin z ...? słyszalam juz dwa terminy ... stycznia i ... luty, kiedy sie wybieraja Ci co nie zaliczyli zerówki ?
Autor Dr Z:
... nie będzie mnie z powodu wyjazdu słóżbowego ...
niedziela, 26 stycznia 2014
O tym, że flądra flądrze nierówna.
Nastąpił ten moment, w którym w pełni zrozumiałam furię Wandy po kolejnych zajęciach ze studentami ze świętej szkoły. "Żame!" - krzyczała, oraz, że pierwszy i ostatni raz. "Zadaje im ćwierć z tego, co wam, a i tak nic nie umieją!". Z jednej strony ten wybuch mile łechtał naszą próżność, a z drugiej budził konsternację, bo owszem, była bardzo wymagająca, no ale przecież nie idzie się na studia żeby malować szlaczki i każdy z nas jakoś dawał radę. To dlaczego oni nie? No to już teraz wiem: po pierwszym semestrze u nich mam oceny jak w podstawówce, nawet jedno Excellent z wykrzyknikiem, jak Mniejsza na ostatnim świadectwie.
Nie żebym narzekała, ale żenada
Nie żebym narzekała, ale żenada
piątek, 17 stycznia 2014
jutro będzie futro
Jak już będę starszą panią na emeryturze, to przygarnę psa, żebym w ogóle miała po co wychodzić z domu. Jasne, że wolę koty, ale emerytka z kotem na smyczy? W wyleniałym toczku z lisa na głowie. Bądź z karakułów.
Tak, robię plany na przyszłość, to takie rozsądne.
Na razie szykuję się do sparringu z Ojcem Inkwizytorem. Jutro egzamin. Treść jest tak durna i nudna, że nawet nie chce mi się robić ściąg, a muszę, bo z jednej strony powtórzę materiał, a z drugiej przezorny zawsze ubezpieczony. Inkwizytor jest dziwny, za każdym razem inny, odlatujący czasem w inny wymiar, więc nie wiem, na ile ta jego nagła przemiana jest wiarygodna. Wczoraj natrafiłam na jakieś forum, gdzie studenci wymieniali się uwagami przed i po egzaminie u niego. Uwagi były sprzed czterech lat, ale wnioski identyczne z moimi. 'Dr Jekyll i Mr Hyde' było najłagodniejszym określeniem, choć cała dyskusja była przyjazna i na bardzo eleganckim oraz wolnym od obelg poziomie. Nawet Najstarszy, choć nigdy nie miał z nim do czynienia, słyszał krążące o nim po uczelni legendy. No, to zobaczymy.
P.S.
Akademiki nigdy wcześniej i nigdy później nie były tak czyste, jak w czasie sesji. Mnie wprawdzie nie rzuciło w sprzątanie, ale za to ułożyłam za trzysta pasjansów, normalnie umieram przy tym z nudów, a tu taka zmiana.
Tak, robię plany na przyszłość, to takie rozsądne.
Na razie szykuję się do sparringu z Ojcem Inkwizytorem. Jutro egzamin. Treść jest tak durna i nudna, że nawet nie chce mi się robić ściąg, a muszę, bo z jednej strony powtórzę materiał, a z drugiej przezorny zawsze ubezpieczony. Inkwizytor jest dziwny, za każdym razem inny, odlatujący czasem w inny wymiar, więc nie wiem, na ile ta jego nagła przemiana jest wiarygodna. Wczoraj natrafiłam na jakieś forum, gdzie studenci wymieniali się uwagami przed i po egzaminie u niego. Uwagi były sprzed czterech lat, ale wnioski identyczne z moimi. 'Dr Jekyll i Mr Hyde' było najłagodniejszym określeniem, choć cała dyskusja była przyjazna i na bardzo eleganckim oraz wolnym od obelg poziomie. Nawet Najstarszy, choć nigdy nie miał z nim do czynienia, słyszał krążące o nim po uczelni legendy. No, to zobaczymy.
P.S.
Akademiki nigdy wcześniej i nigdy później nie były tak czyste, jak w czasie sesji. Mnie wprawdzie nie rzuciło w sprzątanie, ale za to ułożyłam za trzysta pasjansów, normalnie umieram przy tym z nudów, a tu taka zmiana.
środa, 8 stycznia 2014
Newsweek: A skąd Pilch wie, że Pan Bóg się przygotowuje?
Jerzy Pilch: A co by robił przez tyle czasu?
...
Newsweek: Kim ojciec był z zawodu?
Jerzy Pilch: Jak to mówią w Krakowie: nie miał specjalnego wykształcenia, był profesorem na AGH.
W wywiadzie jest tyle smacznych fraz, że trzeba by pół wkleić. Tęskno mi za jego książkami, babką Czyżową, luterską Wisłą i całym tym światem opowiedzianym niespiesznie.
Teraz to tylko zabawy w policjantów i złodziei, nie ma czasu na fanaberie. Nie szkodzi, potem będzie bardziej smakowało.
Jerzy Pilch: A co by robił przez tyle czasu?
...
Newsweek: Kim ojciec był z zawodu?
Jerzy Pilch: Jak to mówią w Krakowie: nie miał specjalnego wykształcenia, był profesorem na AGH.
W wywiadzie jest tyle smacznych fraz, że trzeba by pół wkleić. Tęskno mi za jego książkami, babką Czyżową, luterską Wisłą i całym tym światem opowiedzianym niespiesznie.
Teraz to tylko zabawy w policjantów i złodziei, nie ma czasu na fanaberie. Nie szkodzi, potem będzie bardziej smakowało.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
W księżycową, jasną noc / Noc listopadowa
niedziela, 5 stycznia 2014
Najstarszy
przyjechał z sakwojażem. Autobusem, bo na krótszych trasach używa swojego samochodu z żółtą rejestracją. Najstarszy bywa bardzo antyczny w swoich zwyczajach, unika nadmiaru elektroniki i mieszka (czasowo i pewnie trochę przypadkiem) w zabytkowej kamienicy z widokiem na średniowieczny zamek. Ma swój teatr - tak go nazywa. Z pewnością nie jest to klasyczny teatr i może nie dzieło sztuki, ale interesujące, w każdym razie fajnie, gdy młodzi ludzie zajmują się czymś takim, że w ogóle coś robią. Także pisze.
Najstarszy zwiedza Europę dzięki sieci ludzi z luźnymi kanapami w domach i robi się z niego coraz fajniejszy facet, z którym rozmawia się i rozmawia i rozmawia.
Zmęczyłam też Pynchona, a właściwie, to on mnie zmęczył. Około połowy, gdy po raz kolejny zorientowałam się, że nie wiem, gdzie jestem, przesiadłam się na polską wersję. Niewiele pomogło, ale trafiłam na fajne tłumaczenie Piotra Siemiona, którego podziwiam za inwencję. Książka dość cienka, ale wyjątkowo męcząca. Piętrowe dygresje, opowieści w opowieściach, aluzje i ukryte znaczenia, jakieś zakamuflowane odniesienia. Wszystko to sprawia, że odnosi się wrażenie, jakby nie pisał tego czysty umysł. Ma chłop swoich zagorzałych wyznawców, ale i przeciwników, jedni mówią, że mistrzostwo, drudzy, że bełkot, części z nich jestem skłonna przyznać rację.
Jeszcze gdy pracowałam w spichlerzu, zauważyłam, że im sztuka słabiej przemawia, tym autor dłuższe do niej czyni wstępy i uzasadnienia. Może ja jestem prosta kobieta, ale wyznaję zasadę, że gdy dzieło potrzebuje rozbudowanej instrukcji obsługi, to do dupy z takim dziełem. Na ogół się sprawdza i gdy pojawiało się coś dobrego, to wszyscy, od najuczeńszych znawców po sprzątaczki (bo spichlerzowe sprzątaczki też były obyte) czuli, że to dobre. I odwrotnie też.
No, a teraz jestem ciekawa, dokąd nas Miss M. zawiedzie w dyskusji nad tajemniczym Pynchonem.
Najstarszy zwiedza Europę dzięki sieci ludzi z luźnymi kanapami w domach i robi się z niego coraz fajniejszy facet, z którym rozmawia się i rozmawia i rozmawia.
Zmęczyłam też Pynchona, a właściwie, to on mnie zmęczył. Około połowy, gdy po raz kolejny zorientowałam się, że nie wiem, gdzie jestem, przesiadłam się na polską wersję. Niewiele pomogło, ale trafiłam na fajne tłumaczenie Piotra Siemiona, którego podziwiam za inwencję. Książka dość cienka, ale wyjątkowo męcząca. Piętrowe dygresje, opowieści w opowieściach, aluzje i ukryte znaczenia, jakieś zakamuflowane odniesienia. Wszystko to sprawia, że odnosi się wrażenie, jakby nie pisał tego czysty umysł. Ma chłop swoich zagorzałych wyznawców, ale i przeciwników, jedni mówią, że mistrzostwo, drudzy, że bełkot, części z nich jestem skłonna przyznać rację.
Jeszcze gdy pracowałam w spichlerzu, zauważyłam, że im sztuka słabiej przemawia, tym autor dłuższe do niej czyni wstępy i uzasadnienia. Może ja jestem prosta kobieta, ale wyznaję zasadę, że gdy dzieło potrzebuje rozbudowanej instrukcji obsługi, to do dupy z takim dziełem. Na ogół się sprawdza i gdy pojawiało się coś dobrego, to wszyscy, od najuczeńszych znawców po sprzątaczki (bo spichlerzowe sprzątaczki też były obyte) czuli, że to dobre. I odwrotnie też.
No, a teraz jestem ciekawa, dokąd nas Miss M. zawiedzie w dyskusji nad tajemniczym Pynchonem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
