Politykę czytało się u nas w domu od zawsze, nawiasem mówiąc, ta czarno-biała bardziej mi odpowiadała, bo światło się nie odbijało od glansowanego papieru. Ale prawda czasu prawda ekranu i w końcu się wszyscy przyzwyczaili do blasku stron. W noworocznym prezencie zamówiłam rodzicom roczną prenumeratę tygodnika przekonana, że sprawię im tym radość, bo nie będą musieli co tygodnia o tym pamiętać, gazeta sama przyjdzie do domu za pomocą Poczty Polskiej, a i pieniądz zostanie w kieszeni. Ale się przeliczyłam, bo owszem, wszystkie numery doszły, ale, bagatela, z co najmniej tygodniowym poślizgiem. W rezultacie było tak, że w kioskach leżały już świeżutkie wydania, a rodzice nie mieli jeszcze poprzedniego. Mama przyjmowała ten stan rzeczy ze stoickim spokojem, ale ojciec był bliski furii, a zwłaszcza w pobliżu kioskowych witryn.
Powszechnie wiadomo, że sprzedaż czasopism spada na pysk, więc było dla mnie jasne, że o takich, którzy płacą za cały rok z góry, wydawnictwo zadba, nie żeby zaraz śmigłowcem prosto z drukarni, ale przynajmniej równocześnie z kioskami. Żadne takie!
Dzwonię, odbiera miły pan, a ja wyłuszczam sprawę grzecznie i spokojnie. Ani nie byłam awanturniczo usposobiona, ani nastawiona na jakieś szaleńcze zmiany, ale skoro gruba książka, zapakowana w grubą kopertę bąbelkową potrafi dotrzeć z jednego krańca Polski na drugi w dwa, czasami trzy dni, właśnie dzięki poczcie i to w zwykłym liście, to dlaczego gazeta na pokonanie trasy o połowę krótszej potrzebuje ponad tygodnia? Robi tournee po wszystkich województwach?
-A to już zmieniam dostawcę na Pocztę Polską. - mówi pan.
Jakie zmieniam?! Przecież na ich stronie stoi, jak byk, że właśnie Poczta Polska dostarcza prosto na wycieraczkę! O naiwny kliencie, nieprawdą jest jakoby. Otóż w rzeczywistości nowym klientom dostarcza InPost! Jak dostarcza, opisałam powyżej i tej firmy już nawet patykiem nie tknę, ale że Polityka tak oszukuje to nie mieści mi się w głowie. Oszczędzają na opłatach pocztowych, a kiedy przesyłka dotrze, to już mają w dupie. Oficjalnie twierdzą, że towar przywozi narodowy dostawca, a korzystają z jakiejś tańszej i niewiarygodnej firemki.
Na razie uzyskałam zmianę dostawcy i trzy kolejne numery wysłane priorytetem, pan zaproponował to sam z siebie, bez jakiejkolwiek mojej sugestii, co tylko oznacza, że wydawnictwo ma świadomość dokonywanego oszustwa. Nie mogłam żądać niczego więcej, bo mi po prostu mowę odebrało, ale już odzyskałam głos i nie było to moje ostatnie słowo.
wtorek, 18 marca 2014
niedziela, 9 marca 2014
obciąć rączki i nóżki
Mieliśmy napisać. Niedużo, kawałek tylko. Ilość w ogóle niewartą wspominania. Tylko, że żeby napisać choć jedno zdanie trzeba już mieć przeczytany niemały stosik i wyoglądane godziny. Mój pierwszy stosik i godziny już za mną, więc napisałam, częściowo w robocie, bo w wolnej chwili przyszła wena. Cyzelowałam każdą sylabę, wertowałam słowniki w poszukiwaniu kolejnych synonimów, przyglądałam się każdej kropce i przecinkowi, robiłam poprawki na gotowym wydruku, by w końcu, pełna niesmaku związanego z podłą jakością, zjawić się na miejscu akcji z efektem moich wielodniowych mąk twórczych.
Normalnie to mistrz bierze, czyta i komentuje, ale Miss M. jest nieszablonowa i powinniśmy się już przyzwyczaić, więc nie wzięła i nie czytała, tylko rozpętała dyskusję o napotkanych trudnościach, o zmaganiach z pustą kartką, o terrorze pierwszego zdania i konieczności zapisywania każdej myśli, bo każda w jakimś momencie się przydaje, a przede wszystkim o znalezieniu przyjemności w pisaniu. To ostatnie jest akurat łatwe bo pracując z nią trudno nie czerpać z tego przyjemności. Lubimy ją za życzliwość, akceptację, łapczywą ciekawość z jaką wysłuchuje każdego pomysłu, za te tony książek, za branie pod uwagę, za bezkresną wiedzę, przenikliwość analizy, za sposób myślenia. Pociąga mnie jej mózg i gdyby była facetem już bym się w niej kochała.
Było też o koniecznych amputacjach, ale udałam, że tego nie słyszę, no bo jak to? Wyrzucić jakieś wychuchane zdanie? Myśl spisaną pośpiesznie na odwrocie paragonu gdzieś pomiędzy myciem głowy, a pastowaniem butów? Cytat wyłowiony spod barytonu lektora? Żame! Każdą wymyśloną literę gdzieś wsadzę, a nie porzucę na zmarnowanie.
Normalnie to mistrz bierze, czyta i komentuje, ale Miss M. jest nieszablonowa i powinniśmy się już przyzwyczaić, więc nie wzięła i nie czytała, tylko rozpętała dyskusję o napotkanych trudnościach, o zmaganiach z pustą kartką, o terrorze pierwszego zdania i konieczności zapisywania każdej myśli, bo każda w jakimś momencie się przydaje, a przede wszystkim o znalezieniu przyjemności w pisaniu. To ostatnie jest akurat łatwe bo pracując z nią trudno nie czerpać z tego przyjemności. Lubimy ją za życzliwość, akceptację, łapczywą ciekawość z jaką wysłuchuje każdego pomysłu, za te tony książek, za branie pod uwagę, za bezkresną wiedzę, przenikliwość analizy, za sposób myślenia. Pociąga mnie jej mózg i gdyby była facetem już bym się w niej kochała.
Było też o koniecznych amputacjach, ale udałam, że tego nie słyszę, no bo jak to? Wyrzucić jakieś wychuchane zdanie? Myśl spisaną pośpiesznie na odwrocie paragonu gdzieś pomiędzy myciem głowy, a pastowaniem butów? Cytat wyłowiony spod barytonu lektora? Żame! Każdą wymyśloną literę gdzieś wsadzę, a nie porzucę na zmarnowanie.
wtorek, 4 marca 2014
I hope the Russians love their children too.
Słucham. Słucham, żeby już nie oglądać wiadomości, nie myśleć i nie bać się.
Właśnie mijają dwa tygodnie, od kiedy dostałam zieloną kwitancję z nakazem siedzenia w domu i nierozprzestrzeniania zarazy, miałam więc wieści z pierwszej ręki. I emocje też natychmiast: przerażenie, gdy ginęli ludzie i ulgę, gdy następnego dnia Ukraińcy zaczęli się wreszcie dogadywać. Ale dopiero wczoraj naprawdę się wystraszyłam i zaczęłam myśleć o przebukowywaniu biletów rodziców na już.
Dziś to wygląda już trochę inaczej. W CNN bardziej sprawozdają z natury, u nas więcej mądrych ekspertów, w niemieckich trafiłam na popołudniowe seriale i dalej nie czekałam, w rosyjskiej złapałam końcówkę wieczornych wiadomości: mówili o planach ograniczania zanieczyszczenia powietrza w Moskwie i międzynarodowych zawodach w strzelaniu.
Dlatego słucham, ruszam nóżką, śpiewam i zazdroszczę tym z pierwszego rzędu. I tylko jakoś tak w dwudziestej piątej minucie zacisnęło mi się gardło, bo to znowu takie strasznie aktualne.
Właśnie mijają dwa tygodnie, od kiedy dostałam zieloną kwitancję z nakazem siedzenia w domu i nierozprzestrzeniania zarazy, miałam więc wieści z pierwszej ręki. I emocje też natychmiast: przerażenie, gdy ginęli ludzie i ulgę, gdy następnego dnia Ukraińcy zaczęli się wreszcie dogadywać. Ale dopiero wczoraj naprawdę się wystraszyłam i zaczęłam myśleć o przebukowywaniu biletów rodziców na już.
Dziś to wygląda już trochę inaczej. W CNN bardziej sprawozdają z natury, u nas więcej mądrych ekspertów, w niemieckich trafiłam na popołudniowe seriale i dalej nie czekałam, w rosyjskiej złapałam końcówkę wieczornych wiadomości: mówili o planach ograniczania zanieczyszczenia powietrza w Moskwie i międzynarodowych zawodach w strzelaniu.
Dlatego słucham, ruszam nóżką, śpiewam i zazdroszczę tym z pierwszego rzędu. I tylko jakoś tak w dwudziestej piątej minucie zacisnęło mi się gardło, bo to znowu takie strasznie aktualne.
niedziela, 2 marca 2014
coś jest
Ostatni czas to zdecydowanie okres odkrywania niezbadanych dotąd lądów. No ale przecież jest wiosna i trzeba w sobie pielęgnować jakieś zauroczenie, jakie by się nie trafiło. W końcu nigdy nie wiadomo co nadejdzie, emocje to szaleńczo tajemnicze sprawy. Matterhorn i Ostatnia miłość pana Morgana pokazują szeroki wybór i cieszę się, że obejrzałam oba filmy w krótkim czasie. Oba, oprócz historii niosą jeszcze spokój.
sobota, 1 marca 2014
miałam pisać
Cały dzień snułam się po domu robiąc różne rzeczy i porządkując myśli. Pisanie to głównie myślenie, sama fizyczna czynność zapisywania mało ma już wspólnego z tworzeniem tekstu, jest to właściwie odtwarzanie tego, co przez jakiś czas gromadzi się w głowie. W czasie sprzątania, oglądania wiadomości, wieszania prania, w wannie, gdy woda znienacka chłodzi zamiast grzać. Zbierałam od tygodnia i gdy w końcu usiadłam przy komputerze zza okna dobiegła pieśń. Zawadiacka, bezczelna i głośna, a jednocześnie uwodzicielska i dająca gwarancję, że z nim będzie bezpiecznie i wesoło. Gdybym była pierzastą samiczką to chciałabym mieć jajka właśnie z nim. Potem upadł pierwszy wiosenny deszcz, nagły, krótki, spokojny i gęsty.
To nie są warunki do pisania o mrocznych sprawkach ludzi. Jeśli się jest poetą, to można najwyżej napisać wiersz. Raczej zabawny.
To nie są warunki do pisania o mrocznych sprawkach ludzi. Jeśli się jest poetą, to można najwyżej napisać wiersz. Raczej zabawny.
środa, 26 lutego 2014
W gruncie rzeczy jest chyba dobrze.
Młody dostał ochrzan, ale nie wiem, czy trafiło do właściwych obszarów mózgu, bo trutka sączona przez lata zrobiła mu tam gnój i w każdej rozmowie dochodzi się do ściany. Jest kompletnie nieelastyczny, mam wrażenie. Chyba szkoda prądu.
W szkole mam plan i to mnie dość dziwi, bo po raz pierwszy w życiu zaplanowałam jakąś pracę od a do zet. Jest to dla mnie zupełnie nowa rzecz, że od początku istnieje szkielet, wokół którego mogę budować. Do tej pory planowałam tylko hulanki, podróże i zwiedzanie, cała reszta zaś odbywała się mimochodem. Aż sama jestem ciekawa, czy to się tak da i czy doprowadzę to do końca w nienaruszonej z grubsza formie. Minęło dopiero kilka miesięcy zajęć, a coraz częściej łapiemy się na tym, jak bardzo zmieniła się nasza percepcja wszystkiego, co czytamy i oglądamy, a jest tego bardzo dużo. Miss M. wywiera niezwykły wpływ, cieszę się, że do niej trafiłam.
Większa wiadomo, idealnie wpasowana w okoliczności, okrzepła i sunie do przodu. Mniejsza tworzy z coraz większym rozmachem i już powoli wszyscy się gubią w rachunkach. Nieustannie trwa produkcja kosmetyków na bazie produktów podciągniętych z kosmetyczki matki, a żeby bomby kąpielowe były absolutnie kształtne, została zakupiona nawet specjalna foremka. Papier czerpany, miska, lip balm container i coś, co powstawało wczoraj, to ostatnie produkcje, ale wciąż się waha czy w przyszłości robić karierę jako inventor czy może actress.
W hucie ok. 20% załogi złożonej zarazą i wszyscy mnie wytykają palcami, bo ja padłam pierwsza, czyli, że przywlokłam na zakład i zaraziłam, ale też i z podziwem trochę patrzą, że przetrwałam i jako ten Feniks z łoża boleści.
Jutro tłusty czwartek, już się cieszę i pożrę ile się da, nigdy potem pączki tak nie smakują. Będę jeszcze grubsza i zadowolona.
Młody dostał ochrzan, ale nie wiem, czy trafiło do właściwych obszarów mózgu, bo trutka sączona przez lata zrobiła mu tam gnój i w każdej rozmowie dochodzi się do ściany. Jest kompletnie nieelastyczny, mam wrażenie. Chyba szkoda prądu.
W szkole mam plan i to mnie dość dziwi, bo po raz pierwszy w życiu zaplanowałam jakąś pracę od a do zet. Jest to dla mnie zupełnie nowa rzecz, że od początku istnieje szkielet, wokół którego mogę budować. Do tej pory planowałam tylko hulanki, podróże i zwiedzanie, cała reszta zaś odbywała się mimochodem. Aż sama jestem ciekawa, czy to się tak da i czy doprowadzę to do końca w nienaruszonej z grubsza formie. Minęło dopiero kilka miesięcy zajęć, a coraz częściej łapiemy się na tym, jak bardzo zmieniła się nasza percepcja wszystkiego, co czytamy i oglądamy, a jest tego bardzo dużo. Miss M. wywiera niezwykły wpływ, cieszę się, że do niej trafiłam.
Większa wiadomo, idealnie wpasowana w okoliczności, okrzepła i sunie do przodu. Mniejsza tworzy z coraz większym rozmachem i już powoli wszyscy się gubią w rachunkach. Nieustannie trwa produkcja kosmetyków na bazie produktów podciągniętych z kosmetyczki matki, a żeby bomby kąpielowe były absolutnie kształtne, została zakupiona nawet specjalna foremka. Papier czerpany, miska, lip balm container i coś, co powstawało wczoraj, to ostatnie produkcje, ale wciąż się waha czy w przyszłości robić karierę jako inventor czy może actress.
W hucie ok. 20% załogi złożonej zarazą i wszyscy mnie wytykają palcami, bo ja padłam pierwsza, czyli, że przywlokłam na zakład i zaraziłam, ale też i z podziwem trochę patrzą, że przetrwałam i jako ten Feniks z łoża boleści.
Jutro tłusty czwartek, już się cieszę i pożrę ile się da, nigdy potem pączki tak nie smakują. Będę jeszcze grubsza i zadowolona.
sobota, 8 lutego 2014
ósma rano
Ci, którym małe dzieci nie urządzają zawodów z kogutem o to, kto wstanie szybciej i narobi hałasu, powinni w soboty mieć prawo do zanucenia "Obudziłam się później niż zwykle...". Niestety, organizmy wytrenowane całotygodniowymi pobudkami o brzasku nie chcą się tak przestawiać z dnia na dzień. W efekcie już o ósmej rano miałam w komputerze gotowy dokument zapisany czcionką Calibri (potem zmienię na TNR). Dokument ma też tytuł, który mam nadzieję, nie ulegnie już poważniejszym zmianom.
Ostatnio miałam coraz więcej wątpliwości i im dłużej usiłowałam wstawić zebrany materiał w jakieś ramy, tym bardziej całość wydawała się mglista. Wczoraj, jak Ania, byłam już w otchłani rozpaczy, gdy w czasie czytania znów mnie olśniło, tak samo, jak poprzednio i wszystko samo powpadało we właściwe szufladki. Jak to dobrze, że amerykańscy wykładowcy literatury mają w zwyczaju pisanie blogów, tylko czerpać. Od razu też inaczej spojrzałam na M. H. Clark, już miałam rzucać tego jej harlekina w cholerę, ale po spojrzeniu z nowej perspektywy może się okazać przydatny. W końcu to ma być Popular Literature, a taka literatura, jakie społeczeństwo, co jest do udowodnienia.
Szkoda tylko, że kilogramy przybywają mi wprost proporcjonalnie do ilości zebranego materiału i odwrotnie proporcjonalnie do traconych dioptrii. Taki koszt.
Ostatnio miałam coraz więcej wątpliwości i im dłużej usiłowałam wstawić zebrany materiał w jakieś ramy, tym bardziej całość wydawała się mglista. Wczoraj, jak Ania, byłam już w otchłani rozpaczy, gdy w czasie czytania znów mnie olśniło, tak samo, jak poprzednio i wszystko samo powpadało we właściwe szufladki. Jak to dobrze, że amerykańscy wykładowcy literatury mają w zwyczaju pisanie blogów, tylko czerpać. Od razu też inaczej spojrzałam na M. H. Clark, już miałam rzucać tego jej harlekina w cholerę, ale po spojrzeniu z nowej perspektywy może się okazać przydatny. W końcu to ma być Popular Literature, a taka literatura, jakie społeczeństwo, co jest do udowodnienia.
Szkoda tylko, że kilogramy przybywają mi wprost proporcjonalnie do ilości zebranego materiału i odwrotnie proporcjonalnie do traconych dioptrii. Taki koszt.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
kwiatki z rabatki
Z przyzwyczajenia zajrzałam do szkolnej poczty, która i śmieszy i przeraża.
Autor NN:
czy ktos moze mi powiedziec kiedty wkoncu jest ten egzamin z ...? słyszalam juz dwa terminy ... stycznia i ... luty, kiedy sie wybieraja Ci co nie zaliczyli zerówki ?
Autor Dr Z:
... nie będzie mnie z powodu wyjazdu słóżbowego ...
Autor NN:
czy ktos moze mi powiedziec kiedty wkoncu jest ten egzamin z ...? słyszalam juz dwa terminy ... stycznia i ... luty, kiedy sie wybieraja Ci co nie zaliczyli zerówki ?
Autor Dr Z:
... nie będzie mnie z powodu wyjazdu słóżbowego ...
niedziela, 26 stycznia 2014
O tym, że flądra flądrze nierówna.
Nastąpił ten moment, w którym w pełni zrozumiałam furię Wandy po kolejnych zajęciach ze studentami ze świętej szkoły. "Żame!" - krzyczała, oraz, że pierwszy i ostatni raz. "Zadaje im ćwierć z tego, co wam, a i tak nic nie umieją!". Z jednej strony ten wybuch mile łechtał naszą próżność, a z drugiej budził konsternację, bo owszem, była bardzo wymagająca, no ale przecież nie idzie się na studia żeby malować szlaczki i każdy z nas jakoś dawał radę. To dlaczego oni nie? No to już teraz wiem: po pierwszym semestrze u nich mam oceny jak w podstawówce, nawet jedno Excellent z wykrzyknikiem, jak Mniejsza na ostatnim świadectwie.
Nie żebym narzekała, ale żenada
Nie żebym narzekała, ale żenada
piątek, 17 stycznia 2014
jutro będzie futro
Jak już będę starszą panią na emeryturze, to przygarnę psa, żebym w ogóle miała po co wychodzić z domu. Jasne, że wolę koty, ale emerytka z kotem na smyczy? W wyleniałym toczku z lisa na głowie. Bądź z karakułów.
Tak, robię plany na przyszłość, to takie rozsądne.
Na razie szykuję się do sparringu z Ojcem Inkwizytorem. Jutro egzamin. Treść jest tak durna i nudna, że nawet nie chce mi się robić ściąg, a muszę, bo z jednej strony powtórzę materiał, a z drugiej przezorny zawsze ubezpieczony. Inkwizytor jest dziwny, za każdym razem inny, odlatujący czasem w inny wymiar, więc nie wiem, na ile ta jego nagła przemiana jest wiarygodna. Wczoraj natrafiłam na jakieś forum, gdzie studenci wymieniali się uwagami przed i po egzaminie u niego. Uwagi były sprzed czterech lat, ale wnioski identyczne z moimi. 'Dr Jekyll i Mr Hyde' było najłagodniejszym określeniem, choć cała dyskusja była przyjazna i na bardzo eleganckim oraz wolnym od obelg poziomie. Nawet Najstarszy, choć nigdy nie miał z nim do czynienia, słyszał krążące o nim po uczelni legendy. No, to zobaczymy.
P.S.
Akademiki nigdy wcześniej i nigdy później nie były tak czyste, jak w czasie sesji. Mnie wprawdzie nie rzuciło w sprzątanie, ale za to ułożyłam za trzysta pasjansów, normalnie umieram przy tym z nudów, a tu taka zmiana.
Tak, robię plany na przyszłość, to takie rozsądne.
Na razie szykuję się do sparringu z Ojcem Inkwizytorem. Jutro egzamin. Treść jest tak durna i nudna, że nawet nie chce mi się robić ściąg, a muszę, bo z jednej strony powtórzę materiał, a z drugiej przezorny zawsze ubezpieczony. Inkwizytor jest dziwny, za każdym razem inny, odlatujący czasem w inny wymiar, więc nie wiem, na ile ta jego nagła przemiana jest wiarygodna. Wczoraj natrafiłam na jakieś forum, gdzie studenci wymieniali się uwagami przed i po egzaminie u niego. Uwagi były sprzed czterech lat, ale wnioski identyczne z moimi. 'Dr Jekyll i Mr Hyde' było najłagodniejszym określeniem, choć cała dyskusja była przyjazna i na bardzo eleganckim oraz wolnym od obelg poziomie. Nawet Najstarszy, choć nigdy nie miał z nim do czynienia, słyszał krążące o nim po uczelni legendy. No, to zobaczymy.
P.S.
Akademiki nigdy wcześniej i nigdy później nie były tak czyste, jak w czasie sesji. Mnie wprawdzie nie rzuciło w sprzątanie, ale za to ułożyłam za trzysta pasjansów, normalnie umieram przy tym z nudów, a tu taka zmiana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)