Ostatnio miewam bardzo wyraźne i spójne sny, dość logiczne. Tej nocy był to film przyrodniczy o karibu. Otóż one w czasie migracji lecą całymi stadami i wskakują do wieżowców - tu nalot kamery z góry, chyba z samolotu, bo widzimy też dach, a na nim kilka sztuk. Sam wieżowiec ma ponad 20 pięter i jest wieloboczny, z góry wygląda jak walec Rubika. Widzimy jak wielkie, brązowe stado wypada z budynku mniej więcej w połowie jego wysokości i leci jak renifery mikołaja, a lektor mówi coś o tym, że gdy są wewnątrz, to pozostaje po nich złom, ale nie, że rujnują elementy konstrukcji, tylko coś jakby zmieniały karoserię, która pozostaje wewnątrz i stąd złom - tu się obudziłam i brakuje mi dalszych informacji. Czy ktoś się zna na karibu i ich karoseriach?
Ósma rano, termometr za kuchennym oknem, - 18°C, ja w piżamie, najs.
środa, 31 grudnia 2014
czwartek, 18 grudnia 2014
bo to już pora
Pierwsza kartka przyszła za pomocą poczty królewskiej dumnie wspierającej ofiary pękniętej żyłki. Urzędnik Jej Królewskiej Mości przybił pieczątkę na kopercie o godzinie szóstej siedem po południu i już kilka dni później mogłam poczuć wyrzuty sumienia, że ja nie wysłałam jeszcze ani jednej.
Tydzień temu, przy ostatnim pobycie w Dużym Mieście dokupiłam brakujące prezenty w sklepie mającym prawie wszystko, choinkowe lampki zawiesiłam tam, gdzie zawsze, mętnie się wyślizgałam z zakładowego klepania pacierzy nad śledziem w cebuli, no i z grubsza jestem gotowa. Zaczynamy w niedzielę :)
piątek, 12 grudnia 2014
nienawiść, nienawiść, nienawiść
Czasami moje atypowe zachowania biorą górę, przychodzą falami takie gorsze okresy i wtedy nie jest jakoś tak najbardziej super ekstra. Wtedy dla społeczeństwa jest najlepiej, żeby się ze mną nie kontaktowało, bo słabo wypadam na jego tle. Do tego przepadła wizyta, na którą czekałam sześć tygodni. Los ślepy, matka natura, czy inna ruletka. Wczorajszy pogrzeb nie usunął w zapomnienie tego z poniedziałku, niezrozumiałego. No i tak o.
Zmieniłam stronę startową, bo regularnie, przez kilka dni, siała nienawiść. Wróciłam do takiej dla mniej wymagającej widowni i na głównym ekranie znajduję na przykład informacje, że Ola się rozstała ze swoim chłopakiem, a na ulicy był wypadek. Ileż w tym życia.
Zmieniłam, bo już rzygałam aktualną jatką, w której chłopcami do bicia byli nauczyciele. Codziennie nowy nius, żeby podgrzewać atmosferę, co publika skwapliwie podchwyciła, bo przecież leniwi, nie wychowują, mają wakacje, a w ogóle to najlepiej ich na bruk i pobrać nowych, lepszych, tańszych, pracowitszych.
Razu pewnego, podczas mojego epizodu nauczycielsko - przedszkolnego weszłam do wskazanej sali, a tam dzieciaki skaczące po stołach, szafkach i parapetach między szybą a firanką. Poczułam się, jak w Zoo, jak na wybiegu dla małp. Pracowałam tam po dwie godziny w tygodniu przez rok i tylko ja wiem, ile wysiłku kosztowało mnie ucywilizowanie tej grupy. No i się pytam, gdzie to domowe wychowanie? Gdzie te wzory, kindersztuba zwyczajna gdzie?
- No tak, mój Karolek taki ruchliwy, ale po parapetach? Nieee, w domu tylko się na meblościankę wspina, śmiejemy się z mężem, że będzie alpinistą, cha cha cha - i z wyszminkowanych ust ulatuje perlisty śmiech.
Ale w grupie jest pięciu takich nakręcających się wzajemnie karolków, bez żadnych hamulców wpojonych przez rodziców.
Mierżą mnie regularnie rozpętywane przez media nagonki na kolejne grupy zawodowe. Nagonki, z których wynika, że lekarze to zarozumiali łapownicy, policjanci to idioci, górnicy to rozbisurmaniona tłuszcza, prawnicy to oślizgłe cwaniaki, nauczyciele to lenie, a urzędnicy to złośliwe i niekompetentne gnoje. Zawsze też ciekawi mnie jakimiż to kryształowymi postaciami są ci wszyscy anonimowo komentujący (komentujący oczywiście tylko poza godzinami pracy [ja mogę, bo i tak pracuję w domu, odrobię po północy]). Oni na pewno wykonują wzorowo wszystkie swoje obowiązki i poświęcają calutki czas na sprawy zawodowe, sami też leczą swoje dzieci, które do szkół chadzają jedynie w celach towarzyskich, bo całą wiedzę spijają z ust korali mamuś i tatusiów.
Przede wszystkim ciekawi mnie jednak dlaczego tak bardzo podsycane są negatywne emocje. Może dlatego, że nienawiść dobrze się sprzedaje? Może dlatego, że ci najaktywniejsi komentatorzy w ten sposób leczą swoje frustracje? Nie wiem. Ja znacznie częściej trafiam na ludzi dobrych, niż złych. To prawda, że raz czekałam pół godziny na urzędniczkę, ale jej koleżanka starała się, jak mogła, a tamta po powrocie tylko wszystko potwierdziła. To urzędnicy wielokrotnie prowadzili mnie za rękę od formularza do formularza. To prawda, że dwoje lekarzy zachowało się w stosunku do mnie co najmniej niegrzecznie, ale cała rzesza innych jest zawsze pomocna i uprzejma. To moją kroplówkę pielęgniarka kontrolowała regularnie, chociaż był środek nocy, a razem z nią wokół mojego łóżka krążył zatroskany lekarz, to mój tułów zjeździł głowicą do usg inny lekarz, choć potrzebny był tylko kawałek brzucha. Mam masę takich przykładów, gdy obcy ludzie robili dla mnie więcej, niż musieli, a nie żyję w jakiejś różowej bańce. Życie raz bywa przyjemne, raz mniej, ale gdy mniej, to czy muszę odreagowywać na bliźnich i karmić się ich porażkami? To ma mi dawać satysfakcję?
Gdy się tu wprowadziłam, na klatce mieszkało ośmioro dzieci i wszystkie one, choć nie anioły, były dość dobrze wychowane. W miarę porządnie zachowywały się w stosunku do siebie, rodziców i sąsiadów. Każde z nich ma dziś dobrze ponad 20 lat. Teraz jest tylko trójka, ale to teraz serce kroiło mi się na plasterki, gdy w trakcie awantury urządzanej przez chudą blondynkę usłyszałam przerażony głosik jej synka: "Mamo przestań, proszę". A tacy porządni ludzie, wykształceni i nawet do kościoła chodzą. Inna proponowała swojemu czteroletniemu dziecku spanie na wycieraczce, jeśli się natychmiast nie uspokoi. Ta z góry pozwala sobie chodzić po głowie oraz na to, by jej latorośl urządzała jej długie i głośne awantury na klatce, w której echo, jak w studni. Awantura jest na przykład o to, że objuczona siatami matka wyprzedza dzieciątko na schodach na ostatnie piętro. To nic, że dzieciątko ma już z 8 lat i przystaje co trzy schody, aby pokontemplować rzeczywistość.
A teraz wyobraźmy sobie klasę, w której jest więcej tak doskonale wychowywanych (czyt. obciążonych) dzieci, 25 sztuk i jeden nauczyciel. Taka robota w szkole to musi być sielanka.
Po tym jak Ziobro oskarżył lekarza o zabijanie pacjentów w 2008, ilość przeszczepów wciąż jest niższa, niż była przed całą aferą, która okazała się jednak mocno naciągana. Mam mdłości, gdy widzę tego gładkolicego hipokrytę w tv, ale on ma się dobrze, bo politycy to jedyna grupa zawodowa, która strzepując łajno z kołnierza twierdzi stanowczo, że nic się nie stało, że przeciwnie, oni właśnie promują ekologiczne metody nawozu roślin.
Ciekawa jestem, ile minie lat, gdy rodzice znowu zaczną szanować ludzi, pod opieką których ich dzieci spędzają tyle czasu.
Zmieniłam stronę startową, bo regularnie, przez kilka dni, siała nienawiść. Wróciłam do takiej dla mniej wymagającej widowni i na głównym ekranie znajduję na przykład informacje, że Ola się rozstała ze swoim chłopakiem, a na ulicy był wypadek. Ileż w tym życia.
Zmieniłam, bo już rzygałam aktualną jatką, w której chłopcami do bicia byli nauczyciele. Codziennie nowy nius, żeby podgrzewać atmosferę, co publika skwapliwie podchwyciła, bo przecież leniwi, nie wychowują, mają wakacje, a w ogóle to najlepiej ich na bruk i pobrać nowych, lepszych, tańszych, pracowitszych.
Razu pewnego, podczas mojego epizodu nauczycielsko - przedszkolnego weszłam do wskazanej sali, a tam dzieciaki skaczące po stołach, szafkach i parapetach między szybą a firanką. Poczułam się, jak w Zoo, jak na wybiegu dla małp. Pracowałam tam po dwie godziny w tygodniu przez rok i tylko ja wiem, ile wysiłku kosztowało mnie ucywilizowanie tej grupy. No i się pytam, gdzie to domowe wychowanie? Gdzie te wzory, kindersztuba zwyczajna gdzie?
- No tak, mój Karolek taki ruchliwy, ale po parapetach? Nieee, w domu tylko się na meblościankę wspina, śmiejemy się z mężem, że będzie alpinistą, cha cha cha - i z wyszminkowanych ust ulatuje perlisty śmiech.
Ale w grupie jest pięciu takich nakręcających się wzajemnie karolków, bez żadnych hamulców wpojonych przez rodziców.
Mierżą mnie regularnie rozpętywane przez media nagonki na kolejne grupy zawodowe. Nagonki, z których wynika, że lekarze to zarozumiali łapownicy, policjanci to idioci, górnicy to rozbisurmaniona tłuszcza, prawnicy to oślizgłe cwaniaki, nauczyciele to lenie, a urzędnicy to złośliwe i niekompetentne gnoje. Zawsze też ciekawi mnie jakimiż to kryształowymi postaciami są ci wszyscy anonimowo komentujący (komentujący oczywiście tylko poza godzinami pracy [ja mogę, bo i tak pracuję w domu, odrobię po północy]). Oni na pewno wykonują wzorowo wszystkie swoje obowiązki i poświęcają calutki czas na sprawy zawodowe, sami też leczą swoje dzieci, które do szkół chadzają jedynie w celach towarzyskich, bo całą wiedzę spijają z ust korali mamuś i tatusiów.
Przede wszystkim ciekawi mnie jednak dlaczego tak bardzo podsycane są negatywne emocje. Może dlatego, że nienawiść dobrze się sprzedaje? Może dlatego, że ci najaktywniejsi komentatorzy w ten sposób leczą swoje frustracje? Nie wiem. Ja znacznie częściej trafiam na ludzi dobrych, niż złych. To prawda, że raz czekałam pół godziny na urzędniczkę, ale jej koleżanka starała się, jak mogła, a tamta po powrocie tylko wszystko potwierdziła. To urzędnicy wielokrotnie prowadzili mnie za rękę od formularza do formularza. To prawda, że dwoje lekarzy zachowało się w stosunku do mnie co najmniej niegrzecznie, ale cała rzesza innych jest zawsze pomocna i uprzejma. To moją kroplówkę pielęgniarka kontrolowała regularnie, chociaż był środek nocy, a razem z nią wokół mojego łóżka krążył zatroskany lekarz, to mój tułów zjeździł głowicą do usg inny lekarz, choć potrzebny był tylko kawałek brzucha. Mam masę takich przykładów, gdy obcy ludzie robili dla mnie więcej, niż musieli, a nie żyję w jakiejś różowej bańce. Życie raz bywa przyjemne, raz mniej, ale gdy mniej, to czy muszę odreagowywać na bliźnich i karmić się ich porażkami? To ma mi dawać satysfakcję?
Gdy się tu wprowadziłam, na klatce mieszkało ośmioro dzieci i wszystkie one, choć nie anioły, były dość dobrze wychowane. W miarę porządnie zachowywały się w stosunku do siebie, rodziców i sąsiadów. Każde z nich ma dziś dobrze ponad 20 lat. Teraz jest tylko trójka, ale to teraz serce kroiło mi się na plasterki, gdy w trakcie awantury urządzanej przez chudą blondynkę usłyszałam przerażony głosik jej synka: "Mamo przestań, proszę". A tacy porządni ludzie, wykształceni i nawet do kościoła chodzą. Inna proponowała swojemu czteroletniemu dziecku spanie na wycieraczce, jeśli się natychmiast nie uspokoi. Ta z góry pozwala sobie chodzić po głowie oraz na to, by jej latorośl urządzała jej długie i głośne awantury na klatce, w której echo, jak w studni. Awantura jest na przykład o to, że objuczona siatami matka wyprzedza dzieciątko na schodach na ostatnie piętro. To nic, że dzieciątko ma już z 8 lat i przystaje co trzy schody, aby pokontemplować rzeczywistość.
A teraz wyobraźmy sobie klasę, w której jest więcej tak doskonale wychowywanych (czyt. obciążonych) dzieci, 25 sztuk i jeden nauczyciel. Taka robota w szkole to musi być sielanka.
Po tym jak Ziobro oskarżył lekarza o zabijanie pacjentów w 2008, ilość przeszczepów wciąż jest niższa, niż była przed całą aferą, która okazała się jednak mocno naciągana. Mam mdłości, gdy widzę tego gładkolicego hipokrytę w tv, ale on ma się dobrze, bo politycy to jedyna grupa zawodowa, która strzepując łajno z kołnierza twierdzi stanowczo, że nic się nie stało, że przeciwnie, oni właśnie promują ekologiczne metody nawozu roślin.
Ciekawa jestem, ile minie lat, gdy rodzice znowu zaczną szanować ludzi, pod opieką których ich dzieci spędzają tyle czasu.
sobota, 29 listopada 2014
słucham radia w interwałach
Powrót po obchodach okrągłej rocznicy, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy, że zbliża się remis ;)
Dziś niebo jest czyste i świeci słońce, a mnie opuściła wena i chęć do pracy. Przeczytałam wczorajszy urobek, ale średnio mnie zachwycił i wygląda na to, że trzeba będzie to trochę przerobić. Muszę też przerobić pierwszy rozdział, bo w świetle nowych materiałów dziwienie się jest nieuzasadnione, teraz już wiem dlaczego, choć ciągle nie rozumiem postępowania G. H. obdarzyła własną pokręconą osobowością nie tylko ewidentnego psychopatę, ale też niewinnego przypadkowego uczestnika wydarzeń. Drażnią mnie takie ofiary jak Guy, krowi wyraz twarzy grającego go aktora idealnie pasuje do postaci, choć sam film jest raczej do chrzanu.
Już kiedyś pisałam o durnych reklamach radiowych, dziś była kulminacja i wesołych świąt życzył producent specyfiku na zgagę - no aż się chce zasiadać do stołu. Nie rozumiem, jak można produkować tak głupie, a przy tym po prostu obrzydliwe, wywołujące autentyczne mdłości, reklamy. Jest zamawiający, jest twórca i jakoś nie chce mi się wierzyć, że wszyscy oni to banda idiotów nieobdarzonych ani gramem smaku, subtelności i wrażliwości, że uważają, że wszystkie wydzieliny organizmu wywalone na stół w porze posiłków to gwarancja wysokiej sprzedaży. W domu słucham tylko Trójki, nie wiem, może w innych stacjach jest inaczej, ale już się nauczyłam, żeby w okolicach pełnej godziny nie włączać radia pod żadnym pozorem, a broń boże nie planować posiłków przy włączonym, bo kęs może stanąć w gardle na wieść o kłopotach z wypróżnianiem pani Krystyny Czubówny, bo onaż to opowiada rodakom, czym to leczy swoje rozliczne przypadłości.
piątek, 21 listopada 2014
inwestycje budowlane i oswajanie śmierci
Nie wierzę w proroczą rolę snów, uważam raczej, że są odzwierciedleniem tego, co się aktualnie dzieje w naszych głowach. Jednak po wyjątkowo parszywym kinie nocnym postanowiłam zajrzeć do rodziców, a tam, na drzwiach do klatki schodowej klepsydra z informacją, że już nigdy nie będę się kłaniać tej z góry. U rodziców sąsiadka, której po pogrzebie tamtej z góry trochę straszno było siedzieć samej w domu.
... jakoś tak ze trzy lata temu dzwoni do mnie ojciec z pytaniem, czy chciałabym kupić działkę budowlaną. Ja?? Działkę budowlaną? Na takich działkach stawia się domy! No ale starszy poważny pan proponuje to pytam co za jedna i gdzie.
- Na cmentarzu - powiada tatko i się śmieje w słuchawkę.
Ja odmówiłam, ale oni sprawili sobie placyk, bo mimo, że całe życie kpili z grobowców, na których brakowało jedynie daty śmierci, to w pewnym wieku zmieniły im się poglądy, jak sami przyznali. Po jakimś czasie pan grabarz ułożył na ich włościach obce zwłoki i trzeba było się rozejrzeć za kolejną lokalizacją. Już coś tam mieli na oku, ale ojciec grymasił.
- Tak wąsko, że trudno tu dojść.
- Toż będziesz leżał! - tłumaczy matka lekko wkurzona.
Sąsiadka, co to jej straszno, mówi, że niepotrzebnie zrobiła mężowi tak szeroki nagrobek, bo pozostało mało miejsca na ścieżkę obok.
- Ale za to jak wygodnie leżeć - mówi kto? No tato przecież.
Ludzkość mądrze wymyśliła obrządki pogrzebowe: rozmowy o zmarłym, wspominanie, spotkania z rodziną i znajomymi, pytania o dzieci, szkoły, pracę i inne zwykłe rzeczy oraz cała ta celebra związana z pogrzebem pozwalają żałobnikom trochę odetchnąć, zmuszają do odpowiadania na pytania, podejmowania decyzji i dają poczucie wspólnoty. Zupełnie inną kwestią jest to, że im dłużej trwa życie, tym bardziej śmierć staje się zwyczajna i człowiek przestaje czuć przerażenie na samą myśl ale traktuje ją jako coś naturalnego.
I groby czekające na lokatorów nie wydają się już tak absurdalne, jak kilkadziesiąt lat wcześniej.
... jakoś tak ze trzy lata temu dzwoni do mnie ojciec z pytaniem, czy chciałabym kupić działkę budowlaną. Ja?? Działkę budowlaną? Na takich działkach stawia się domy! No ale starszy poważny pan proponuje to pytam co za jedna i gdzie.
- Na cmentarzu - powiada tatko i się śmieje w słuchawkę.
Ja odmówiłam, ale oni sprawili sobie placyk, bo mimo, że całe życie kpili z grobowców, na których brakowało jedynie daty śmierci, to w pewnym wieku zmieniły im się poglądy, jak sami przyznali. Po jakimś czasie pan grabarz ułożył na ich włościach obce zwłoki i trzeba było się rozejrzeć za kolejną lokalizacją. Już coś tam mieli na oku, ale ojciec grymasił.
- Tak wąsko, że trudno tu dojść.
- Toż będziesz leżał! - tłumaczy matka lekko wkurzona.
Sąsiadka, co to jej straszno, mówi, że niepotrzebnie zrobiła mężowi tak szeroki nagrobek, bo pozostało mało miejsca na ścieżkę obok.
- Ale za to jak wygodnie leżeć - mówi kto? No tato przecież.
Ludzkość mądrze wymyśliła obrządki pogrzebowe: rozmowy o zmarłym, wspominanie, spotkania z rodziną i znajomymi, pytania o dzieci, szkoły, pracę i inne zwykłe rzeczy oraz cała ta celebra związana z pogrzebem pozwalają żałobnikom trochę odetchnąć, zmuszają do odpowiadania na pytania, podejmowania decyzji i dają poczucie wspólnoty. Zupełnie inną kwestią jest to, że im dłużej trwa życie, tym bardziej śmierć staje się zwyczajna i człowiek przestaje czuć przerażenie na samą myśl ale traktuje ją jako coś naturalnego.
I groby czekające na lokatorów nie wydają się już tak absurdalne, jak kilkadziesiąt lat wcześniej.
wtorek, 18 listopada 2014
na straganie w dzień targowy ...
Dziś był dzień na latanie i załatwianie rozmaitych spraw. Bardzo owocny. W banku na przykład odkryłam, że wszystkie moje tajne pinkody i inne pesele trafił szlag. W tej chwili pamiętam tylko kod do telefonu i nr karty debetowej, z reszty mogę sobie zrobić zakładki do książek. Pięknie.
W jednym geszefcie klientka opowiada, jak załatwiali z mężem rozmaite sprawy w mieście, każde osobno i w końcu chciała go odszukać. Wchodzi do sklepu, w którym miał być i mówi do ekspedienta:
- Szukam męża.
- A to może kolega, bo ja jestem żonaty.
W jednym geszefcie klientka opowiada, jak załatwiali z mężem rozmaite sprawy w mieście, każde osobno i w końcu chciała go odszukać. Wchodzi do sklepu, w którym miał być i mówi do ekspedienta:
- Szukam męża.
- A to może kolega, bo ja jestem żonaty.
Przy ladzie z mięsem i wędlinami stoi taki młody chłopak i kupuje 20 dkg tego, 30 tamtego. W pewnej chwili pyta o konkretny rodzaj kiełbasy, ekspedientka odnajduje, ale jest tylko mały kawałek, więc proponuje podobną. Chłopak się zastanawia, rozważa, wodzi oczyma od jednej do drugiej, widać ten proces myślowy w całej jego postawie i gdy jest już bliski decyzji, już prawie otwiera usta, żeby ją wypowiedzieć, ekspedientka pokazuje trzecią. I tu następuje koniec, z chłopaka uchodzi powietrze, flaczeje i zrezygnowany mówi:
- Ale mnie pani rozchwiała.
niedziela, 16 listopada 2014
epilog vel krzesło z dziurką
Po wielodniowym pobycie w domu pracy twórczej [ ;-) ], efekty są raczej trudne do ogarnięcia, bo gotowego tekstu jest niewiele. Przeczytałam za to setki stron i oprócz notatek, zrobiłam też porządki w głowie i mniej więcej wiem, czego chcę się trzymać. Nie wiem, na ile moje pomysły są odkrywcze, ale pocieszająca jest myśl, że prawdopodobnie nikt z recenzentów nie będzie znał bohaterki tak dobrze jak ja, bo jakoś nie sądzę, żeby ktokolwiek przedarł się przez choćby jedną z jej biografii. Obie to ok. półtora tysiąca stron, do tego powieści, artykuły i filmy. Wydaje mi się, że za głęboko siedzą w swoich wąskich działkach, by mieli czas na taki ogrom materiału. A w każdym razie taką mam nadzieję i będę się tego trzymać.A przecież nie ja jedna jestem do zanalizowania ;)
Natomiast sama bohaterka intryguje mnie coraz bardziej i za jakiś czas może tak być, że będę skłonna wydać tych kilka stów na jej obie biografie, bo elektroniczne wersje to jednak są do dupy. Tak to sobie można jakieś czytadła czytać, ale nie pracować. Gdzie niby robić notatki, jeśli nie ma marginesów? Gdzie przyklejać kolorowe karteczki, kiedy nie ma papierowych stroniczek? Sprawdzanie przypisów i szukanie potrzebnego fragmentu trwa wieki i powoduje pulsowanie żyłki. No ale jest, nie powiem, wszystko jest w tym internecie, może nie zawsze legalnie, może czasem na ruskich serwerach, ale jest.
Dodatkowo mam wniosek racjonalizatorski dla producentów krzeseł przybiurkowych. Otóż porządne krzesło powinno solidnie podpierać plecy, ale siedzenie powinno mieć konstrukcję znaną dotąd głównie z toalet, sedesu mianowicie. Miękki pierścień pod uda i pośladki z wgłębieniem tam, gdzie kończy się kręgosłup, tak, żeby ów nie wbijał się do środka mózgu po kilku godzinach siedzenia. Chętnym podam nr konta do przesyłania należnych tantiem.
Natomiast sama bohaterka intryguje mnie coraz bardziej i za jakiś czas może tak być, że będę skłonna wydać tych kilka stów na jej obie biografie, bo elektroniczne wersje to jednak są do dupy. Tak to sobie można jakieś czytadła czytać, ale nie pracować. Gdzie niby robić notatki, jeśli nie ma marginesów? Gdzie przyklejać kolorowe karteczki, kiedy nie ma papierowych stroniczek? Sprawdzanie przypisów i szukanie potrzebnego fragmentu trwa wieki i powoduje pulsowanie żyłki. No ale jest, nie powiem, wszystko jest w tym internecie, może nie zawsze legalnie, może czasem na ruskich serwerach, ale jest.
Dodatkowo mam wniosek racjonalizatorski dla producentów krzeseł przybiurkowych. Otóż porządne krzesło powinno solidnie podpierać plecy, ale siedzenie powinno mieć konstrukcję znaną dotąd głównie z toalet, sedesu mianowicie. Miękki pierścień pod uda i pośladki z wgłębieniem tam, gdzie kończy się kręgosłup, tak, żeby ów nie wbijał się do środka mózgu po kilku godzinach siedzenia. Chętnym podam nr konta do przesyłania należnych tantiem.
piątek, 14 listopada 2014
jakieś tam dżendery
No siedzę i czytam, trochę tez robię notatki i nieustannie zachwycam się internetem, który ma wszystko. Potrzebujesz pani książkę? Proszę bardzo, oto śliczny łatwodrukowalny pedeefik. Cenniejsza jakaś? Ależ od czego są google books, albo scholar. Mało stroniczek? Aaa, no to już zmieniamy pl na de i mamy dwa razy tyle treści. Żyć nie umierać, nie trzeba latać po bibliotekach, nie trzeba czekać na ściągnięcie książki z krańca świata, a przede wszystkim wydawać grubej kasy, bo ceny są zabijające. Sytuację trochę ratuje allegro i księgarnia redkrosa (Tom eR za 1.99 funta, to samo wydanie na allegro 10 x tyle).
W każdym razie trafiłam na taką oto piękną cytatę z jakiejś amerykańskiej reklamy z początku XX w. "The first duty of woman is to attract" albo "Your masterpiece - yourself". No i co? Się niech nie wygłupiają z tymi szkołami, pracami, samochodami i w ogóle, tylko niech wyglądają! W sensie, że dobrze.
p.s.
Nie wiedzieć czemu, nagle przyszła mi na myśl pani poseł Pawłowicz.
Z powodu powrotu rodzicielki z wizytacji na Wyspach, stałam się szczęśliwą posiadaczką wegańskiego kakao, jak mówi duży napis na opakowaniu, wyprodukowanego bez najmniejszego śladu szynki, mleka czy też jaj. Ojciec zaś cieszy się plastrami wygrzewającymi na obolały krzyż, których nie wolno jeść, ani podgrzewać w mikrofalówce. Bośmy se poczytali te drobne druki na etykietach przylepionych z tyłu ;)
W każdym razie trafiłam na taką oto piękną cytatę z jakiejś amerykańskiej reklamy z początku XX w. "The first duty of woman is to attract" albo "Your masterpiece - yourself". No i co? Się niech nie wygłupiają z tymi szkołami, pracami, samochodami i w ogóle, tylko niech wyglądają! W sensie, że dobrze.
p.s.
Nie wiedzieć czemu, nagle przyszła mi na myśl pani poseł Pawłowicz.
Z powodu powrotu rodzicielki z wizytacji na Wyspach, stałam się szczęśliwą posiadaczką wegańskiego kakao, jak mówi duży napis na opakowaniu, wyprodukowanego bez najmniejszego śladu szynki, mleka czy też jaj. Ojciec zaś cieszy się plastrami wygrzewającymi na obolały krzyż, których nie wolno jeść, ani podgrzewać w mikrofalówce. Bośmy se poczytali te drobne druki na etykietach przylepionych z tyłu ;)
środa, 12 listopada 2014
Masłowka ... wyśpiewujesz nasz wstyd
"... Tęcza, no każdy by się wkurwił ... Ma być czarno - biało, a najlepiej szaro - szaro ..."
Wczoraj w necie, dziś w śniadaniowej. Wprawdzie ok. ósmej, kiedy dzieci już w szkołach, ale ...W ciągu doby ponad 200 tys odsłon i przybywa.
Wczoraj wieczorem, czytając potrzebną mi recenzję w Guardianie, kliknęłam w kolorowy obrazek z obchodów w Londynie, a poniżej znalazłam filmik z Polski zatytułowany "Polish independence day marred by clashes", W BBC to samo, piękne zdjęcia z uroczystości na Wyspach i " Poland's independence march turns violent". BBC nawet nie zmienia tytułu dla materiałów z Polski, od lat jest taki sam, z różnymi datami. Dalej nie szukałam, bo było mi zwyczajnie smutno i przykro.
Cała Europa świętuje tego dnia zakończenie I wojny światowej, dla nas dodatkowo jest to dzień odzyskania niepodległości po 123 latach, ale nigdzie nie ma mowy o tym, jak ważna to data dla Polski, a tylko o debilach w kominiarkach. Jest mi wstyd i potwornie żal.
Szlag mnie trafia, bo gdy w Paryżu francuska flaga powiewa dumnie na
Łuku Triumfalnym, gdy Tower of London zalane jest ceramicznymi makami -
brytyjskim symbolem pamięci, to Warszawa znowu płonie, a wandale niszczą
miasto. Dlaczego się na to pozwala? Dlaczego inni mogą być dumni, a my nie? Kiedy w końcu zagraniczne agencje
będą musiały zmienić tytuły w listopadowych doniesieniach z Polski?
Kiedy w końcu główne strony gazet i portali internetowych zajmą jedynie
pogodne fotoreportaże z całego kraju, bo nie będzie nic ważniejszego
tego dnia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
