...kompletnie pijany woźnica trafił do szpitala." Przysyłając aparat, pan Lucjan zaopatrzył mnie również w lokalną prasę, którą pieczołowicie owinął był pudełko. Smaczne kąski, szkoda tylko, że znaczną część stanowiła rubryka sportowa. Aparat z drugiej ręki, dość nowy, o przyzwoitych parametrach i za śmieszne pieniądze, w sam raz na południowe wybrzeże, bo straszą, że dolatujący tam afrykański pył to śmierć dla obiektywów. A jechać muszę już, bo inaczej zabiję - jak nie w robocie, to jeszcze teraz, w domu dopadają mnie mailami, mimo, że za oknem deszcz i głucha noc.
*
Trochę dziwnie pakuje się cienkie podkoszulki, sandały i krótkie portki, gdy leje i najstosowniejszym ubraniem jest polar, a pierwszy nocleg gdzieś pod Karlsruhe - już samo brzmienie jest mało urlopowe.
*
Dobry owczy fryzjer potrafi ogolić taką w 30 sekund - to świeże wiadomości z wsiowego pokazu rolniczego, którego zwiedzanie było kolejną częścią obchodów urodzin Mniejszej. Już wyrosła z awantur o to, że to niesprawiedliwe, że Większa ma urodziny wcześniej i teraz celebruje z lubością, a Większa patrzy się na nią z taką samą pobłażliwością, jak kot Bonifacy na Filemona.
czwartek, 26 czerwca 2014
sobota, 21 czerwca 2014
Marcin, zdradziła Cie żona, to ciesz się, że Ciebie, a nie ojczyznę...
Powyższy cytat, przy którym uśmiałam się serdecznie, dotyczący plotek o nadmiernie elokwentnym spikerze radiowym oraz szansonistce dwojga imion doskonale określa mój stan ducha - nawet takie durnoty sobie przejrzałam. Od tygodnia jestem wolna, skończyła się szkoła i przez miesiąc nie będę nic czytać, oglądać, ani pisać o pokręconych umysłach. Ani słuchać wieści z chlewu, ostatnio wyjątkowo gównianych i nawet nie o treść mi chodzi, ale formę - murarze na pobliskiej budowie używają mniej plugawego języka. Ani przy śniadaniu słuchać płynących z radia reklam o żylakach odbytu i refluksie żołądkowym. Wyjeżdżam :)
Będę się smażyć w czterdziestostopniowych upałach i robić kiczowate fotki, jak ta pstryknięta ostatniego dnia gdzieś pod Salonikami, brodzić w chmurach na skale Gibraltaru, podziwiać mauretańskie budowle i porządne megality, a wieczorami smarować poparzoną skórę i żłopać miejscowe wino. Już prawie tam jestem, a moje myśli na pewno :)
czwartek, 12 czerwca 2014
Jest jakaś zależność między nadmierną pedantycznością a sztywnością i pewnym rodzajem ograniczenia umysłowego, ale jeżeli ktoś został wychowany przez ojca, którego ulubionym przymiotnikiem było słowo "schludny", to może potem tak ma. No nie wiem, ale wkurzyła mnie - wniosek na przyszłość: nie zadawać się niepotrzebnie. U mnie w domu nie używało się takiego słowa.
Mam się uczyć, ale jestem zwolniona z dwóch części z piątkami i mi motywacja spadła, bo nawet oblanie trzeciej w niczym mi nie zagrozi. Dodatkowo mam trudne warunki, bo a to wściekli kosiarze ujarzmiają trawniki, a to trzy podwórza dalej facet rżnie deski, aż wióry lecą, a to pieseczek drze ryja, a czasem wszyscy naraz i hałas jest nieziemski.
Przewodniki położyłam na razie w niewidocznym miejscu, żeby nie pchały się w ręce, ale i tak myślami już jestem bardziej hen niż tu w papierzyskach. Dziewczyny się odezwały z rozmaitymi radami i jak dobrze pójdzie, to spotkamy się z pięknym motylem Antonią, która w czasie alarmu pożarowego zastanawiała się, czy woli spłonąć, czy jednak wyjść na zewnątrz bez makijażu, oraz pragmatyczną Aną. Od Morza Śródziemnego po Zatokę Biskajską, każdy by się jarał, zwłaszcza po takim roku jak ten.
Mam się uczyć, ale jestem zwolniona z dwóch części z piątkami i mi motywacja spadła, bo nawet oblanie trzeciej w niczym mi nie zagrozi. Dodatkowo mam trudne warunki, bo a to wściekli kosiarze ujarzmiają trawniki, a to trzy podwórza dalej facet rżnie deski, aż wióry lecą, a to pieseczek drze ryja, a czasem wszyscy naraz i hałas jest nieziemski.
Przewodniki położyłam na razie w niewidocznym miejscu, żeby nie pchały się w ręce, ale i tak myślami już jestem bardziej hen niż tu w papierzyskach. Dziewczyny się odezwały z rozmaitymi radami i jak dobrze pójdzie, to spotkamy się z pięknym motylem Antonią, która w czasie alarmu pożarowego zastanawiała się, czy woli spłonąć, czy jednak wyjść na zewnątrz bez makijażu, oraz pragmatyczną Aną. Od Morza Śródziemnego po Zatokę Biskajską, każdy by się jarał, zwłaszcza po takim roku jak ten.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
kto rano wstaje
Nie ja sobie nastawiłam budzik na 5 rano, ale już później nie usnęłam, obejrzałam sobie za to zamglony świt w żurawiach.
Potem nastąpił niezwykle owocny dzień, choć o jednym z owoców wolałabym nie pamiętać i mam nadzieję, że za jakiś czas zapomnę, co miałam na myśli pisząc to.
Przed dziesiątą byłam już po egzaminie, a ze ostatnio natrafiłam na interesujące informacje o Jamesie to dobrze mi poszło. Przed chwilą też dowiedziałam się o zwolnieniu z kolejnego w uznaniu zasług i tym oto sposobem zbieram piątki za dokonania, które przychodzą mi bez trudu. Kłopoty się zaczynają tam, gdzie potrzebny jest wysiłek, bo przede mną tydzień zakuwania na pamięć, a tego nienawidzę, lubię, gdy rzeczy mają ze sobą jakiś logiczny związek.
W ubiegłym tygodniu brałam też udział w obchodach rocznicy i nawet jakoś tak normalnie było, bez pychy i górnolotnych przemówień. Kombatanci tak od pięćdziesiątki w górę wspominali raczej bez patosu i jak jeden mąż cieszyli się z tego, co mamy, zwłaszcza w obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie. Ja też się cieszę i doceniam.
Potem nastąpił niezwykle owocny dzień, choć o jednym z owoców wolałabym nie pamiętać i mam nadzieję, że za jakiś czas zapomnę, co miałam na myśli pisząc to.
Przed dziesiątą byłam już po egzaminie, a ze ostatnio natrafiłam na interesujące informacje o Jamesie to dobrze mi poszło. Przed chwilą też dowiedziałam się o zwolnieniu z kolejnego w uznaniu zasług i tym oto sposobem zbieram piątki za dokonania, które przychodzą mi bez trudu. Kłopoty się zaczynają tam, gdzie potrzebny jest wysiłek, bo przede mną tydzień zakuwania na pamięć, a tego nienawidzę, lubię, gdy rzeczy mają ze sobą jakiś logiczny związek.
W ubiegłym tygodniu brałam też udział w obchodach rocznicy i nawet jakoś tak normalnie było, bez pychy i górnolotnych przemówień. Kombatanci tak od pięćdziesiątki w górę wspominali raczej bez patosu i jak jeden mąż cieszyli się z tego, co mamy, zwłaszcza w obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie. Ja też się cieszę i doceniam.
czwartek, 29 maja 2014
deklaracja głupoty
I kto się teraz odważnie przyzna, że kpił sobie z Prusa Bolesława, gdy ten, ponad sto trzydzieści lat temu, w celach leczniczych, wsadził dziewczę do pieca na trzy zdrowaśki?
W świetle wczorajszych doniesień prasowych "Antek" może się okazać literaturą fachową, a już za moment "Dzieła Zebrane" Oskara Kolberga w twardej lub miękkiej okładce będzie można kupić w każdym kiosku. Lektura to nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna, bo są tam elementy komiczne, ale częściej mrożące krew w żyłach. Wczoraj tak samo mi włosy stanęły dęba na głowie, jak wtedy, gdy czytałam, jak sobie polski lud radził z trudnymi porodami i innymi felerami cielesnymi.
Muszę poszukać swojej pracy o babskich sprawach, to będę udzielała porad za osełkę masła, bądź tuzin jaj.
W świetle wczorajszych doniesień prasowych "Antek" może się okazać literaturą fachową, a już za moment "Dzieła Zebrane" Oskara Kolberga w twardej lub miękkiej okładce będzie można kupić w każdym kiosku. Lektura to nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna, bo są tam elementy komiczne, ale częściej mrożące krew w żyłach. Wczoraj tak samo mi włosy stanęły dęba na głowie, jak wtedy, gdy czytałam, jak sobie polski lud radził z trudnymi porodami i innymi felerami cielesnymi.
Muszę poszukać swojej pracy o babskich sprawach, to będę udzielała porad za osełkę masła, bądź tuzin jaj.
wtorek, 20 maja 2014
Zaraz zakwitną akacje.
Zrobiłam sobie przerwę, pierwszy raz od dawna zrobiłam w końcu coś sensownego. Podlałam pomidory, wyplewiłam sałatę, zjadłam truskawkę ciepłą od słońca, a w rumianku znalazłam nożyce, które pewnie mama zostawiła tam ostatnio. Nasłuchałam się śpiewu ptaków, wytrzepałam błoto z kaloszy i przez jedno popołudnie byłam w innym świecie.
Nie chce mi się już myśleć o pracy, mam chwilowo dość. Kilka dni temu kupiłam bilety do Alhambry i wakacje stały się choć trochę bardziej rzeczywiste, bo do tej pory nie miałam nawet czasu na myślenie, planowanie i cieszenie się. D. już od jakiegoś czasu pochłania hiszpańskie zwroty, bo w Barcelonie było dość średnio z angielskim. Szybko, bo w ubiegłym roku greki uczyliśmy się dopiero w samochodzie, co i tak okazało się tylko miłym ozdobnikiem, bo nawet dziewczyna sprzedająca pomarańcze gdzieś w głuszy Argolidy znała angielskie liczebniki. Chcę, żeby to było już. Na lato mam plan, a teraz męczy mnie już ten chaos i kilka rzeczy robionych na raz.
Niech już przynajmniej zakwitną te akacje.
Nie chce mi się już myśleć o pracy, mam chwilowo dość. Kilka dni temu kupiłam bilety do Alhambry i wakacje stały się choć trochę bardziej rzeczywiste, bo do tej pory nie miałam nawet czasu na myślenie, planowanie i cieszenie się. D. już od jakiegoś czasu pochłania hiszpańskie zwroty, bo w Barcelonie było dość średnio z angielskim. Szybko, bo w ubiegłym roku greki uczyliśmy się dopiero w samochodzie, co i tak okazało się tylko miłym ozdobnikiem, bo nawet dziewczyna sprzedająca pomarańcze gdzieś w głuszy Argolidy znała angielskie liczebniki. Chcę, żeby to było już. Na lato mam plan, a teraz męczy mnie już ten chaos i kilka rzeczy robionych na raz.
Niech już przynajmniej zakwitną te akacje.
czwartek, 15 maja 2014
Przezorna jak Noe
Wiadomo, że jak są Trzej Ogrodnicy i Zimna Zośka, to pogoda bywa parszywa, ale teraz straszyli powodzią już od poniedziałku. U mnie, jak zwykle w takich razach, świeciło słońce. Aż do dziś. Z rana lunęło i nie przestaje, a że w mojej lodówce było tylko pół kalafiora, mleko i musztarda, to postanowiłam się zaopatrzyć na wypadek klęski. Na szczęście, po ubiegłorocznych letnich wakacjach na południu Anglii mam porządne nieprzemakalne buty i takąż kurtkę, więc odziałam się szczelnie. Samochód jest dość wysoki, więc łatwo go rozpoznałam na parkingu po wystającej antenie. Po drodze mijałam listonosza w płetwach i czapce uszance. Jak już wylałam wodę z butów i auta, oraz powyganiałam z foteli kijanki mogłam ruszyć do sklepu, w którym parking jest pod samymi kasami. Kupiłam nawet słodkie rogale i hermetycznie zapakowaną wędlinę. Wiem, zgniją mi od tego kiszki, a na składkowych wakacjach w lipcu policzą mi koszty przejazdu za półtorej osoby, ale potop to nie jest przecież pora na jakieś diety.
Jest prawie tak:
Tylko, że gdy nad Tiszą nagle się skończył asfalt, to przynajmniej był prom. Może i mikry, może i musieliśmy czasowo pozbawić N. podstawowych swobód obywatelskich, by w ogóle na niego wlazła, ale był, a tu ani pół kajaka. Trzeba mi było kupić te wodery w Lidrze, jak leżały.
Jest prawie tak:
Tylko, że gdy nad Tiszą nagle się skończył asfalt, to przynajmniej był prom. Może i mikry, może i musieliśmy czasowo pozbawić N. podstawowych swobód obywatelskich, by w ogóle na niego wlazła, ale był, a tu ani pół kajaka. Trzeba mi było kupić te wodery w Lidrze, jak leżały.
czwartek, 1 maja 2014
moje paszporty
Paszporty, bo dziś okrągła rocznica przystąpienia do UE, co dla mnie wiąże się głównie z ułatwieniami w podróżowaniu. Nawet z przejażdżki rowerowej po okolicy wracam z tyłkiem mniej obolałym niż dawniej, bo dzięki unijnym programom nasze wsiowe drogi są w coraz lepszym stanie.
Ten po prawej jest najstarszy z trójki, ale to nr 2. Nr 1 miał pieczątkę uprawniającą mnie do odwiedzenia tylko kilku bratnich krajów i dzięki niemu zobaczyłam Berlin Wschodni z przyległościami. Mieszkałam wtedy w pałacu we wsi o ślicznej nazwie Großkreuz.
Drugi, ostemplowany do ostatniego skrawka wolnego miejsca zawiera już pieczęć zezwalającą na podróże po całym świecie oraz wizy brytyjską i niemiecką. Tym razem miejsce stacjonowania w samym sercu Bawarii nosiło złowrogą nazwę Wolfersdorf, zaś angielskie miasteczka i wsie miały nazwy miękkie i łagodne.
Środkowy zawiera pamiątkową pieczątkę wbitą dziesięć lat temu na granicy polsko-słowackiej, który to stempel niemal wydarliśmy celnikowi z gardła, bo w ciągu jednej nocy stracił całe zainteresowanie legalnością przekraczania granicy przez tabuny turystów szwendających pomiędzy polską Szczawnicą, a słowacką Lesnicą.
Najnowszy nie ma jeszcze dwóch lat, a w środku tylko dwa stempelki z Serbii, choć w tym czasie spędziłam w sumie sześć tygodni w podróżach po sześciu europejskich krajach.
Najczęściej w ogóle nie potrzebuję paszportu ani gotówki w kilku walutach, bo wystarczają dwa kawałki plastiku: dowód osobisty i karta bankowa. To dla mnie najbardziej bezpośrednio odczuwalny efekt zmian.
Ten po prawej jest najstarszy z trójki, ale to nr 2. Nr 1 miał pieczątkę uprawniającą mnie do odwiedzenia tylko kilku bratnich krajów i dzięki niemu zobaczyłam Berlin Wschodni z przyległościami. Mieszkałam wtedy w pałacu we wsi o ślicznej nazwie Großkreuz.
Drugi, ostemplowany do ostatniego skrawka wolnego miejsca zawiera już pieczęć zezwalającą na podróże po całym świecie oraz wizy brytyjską i niemiecką. Tym razem miejsce stacjonowania w samym sercu Bawarii nosiło złowrogą nazwę Wolfersdorf, zaś angielskie miasteczka i wsie miały nazwy miękkie i łagodne.
Środkowy zawiera pamiątkową pieczątkę wbitą dziesięć lat temu na granicy polsko-słowackiej, który to stempel niemal wydarliśmy celnikowi z gardła, bo w ciągu jednej nocy stracił całe zainteresowanie legalnością przekraczania granicy przez tabuny turystów szwendających pomiędzy polską Szczawnicą, a słowacką Lesnicą.
Najnowszy nie ma jeszcze dwóch lat, a w środku tylko dwa stempelki z Serbii, choć w tym czasie spędziłam w sumie sześć tygodni w podróżach po sześciu europejskich krajach.
Najczęściej w ogóle nie potrzebuję paszportu ani gotówki w kilku walutach, bo wystarczają dwa kawałki plastiku: dowód osobisty i karta bankowa. To dla mnie najbardziej bezpośrednio odczuwalny efekt zmian.
piątek, 25 kwietnia 2014
bohaterstwo
Śniło mi się, że mijam drzwi jasno oświetlonego, ciepłego, pełnego nowego towaru sklepu odzieżowego i wchodzę do biblioteki. No i zaraz mnie pokarało, bo musiałam wypełnić jakąś idiotyczna ankietę.
To jeśli chodzi o wróżebną siłę snów, bo mam tu wydarzenia z ostatniego tygodnia. Wczoraj zastanawiałam się nad dotarciem do książek, brałam pod uwagę bibliotekę uniwersytecką, ale najpierw karta absolwenta, klasztorną, ale ona wciąż mnie odrzuca i bardzo możliwe, że w końcu wybiorę bibliotekę zamorską, bo tam będzie najpewniej, tylko muszę wysłać E. na przeszpiegi w sprawie dostępu dla ludzi z ulicy. A ankieta mnie dopadła na lotnisku. Facet zbierał dane do pracy magisterskiej, no to chcieliśmy pomóc, bo każdy czasem potrzebuje pomocy. Luuudzie! Tak debilnie skonstruowanych zdań nie widziałam już dawno i to ma być magister? Magister, który nie opanował mowy ojczystej. W chwili rozpaczy rzuciłam długopisem aż S. go przejął, jak i całą ankietę i tłumacząc jak dziecku, skończył wypełnianie i powiedział, że nie, nie mam myśleć. No, to jeśli chodzi o wróżki, cyganki, tarot i szklane kule.
A to znalazłam ostatnio i już dwa razy obejrzałam/wysłuchałam. Równie ważne jak muzyka są opowiastki Stinga, tam jest cała historia, a on sam jest zabawnym gadułą.
I jeszcze szkocka piosenka miłosna, która się snuje za mną od nie wiem ilu lat. Jak to pięknie ujął jeden z komentujących: I need to go to bed but my ADHD keeps screaming the chorus of this song at me and basically there is no sleep until it stops:)
To jeśli chodzi o wróżebną siłę snów, bo mam tu wydarzenia z ostatniego tygodnia. Wczoraj zastanawiałam się nad dotarciem do książek, brałam pod uwagę bibliotekę uniwersytecką, ale najpierw karta absolwenta, klasztorną, ale ona wciąż mnie odrzuca i bardzo możliwe, że w końcu wybiorę bibliotekę zamorską, bo tam będzie najpewniej, tylko muszę wysłać E. na przeszpiegi w sprawie dostępu dla ludzi z ulicy. A ankieta mnie dopadła na lotnisku. Facet zbierał dane do pracy magisterskiej, no to chcieliśmy pomóc, bo każdy czasem potrzebuje pomocy. Luuudzie! Tak debilnie skonstruowanych zdań nie widziałam już dawno i to ma być magister? Magister, który nie opanował mowy ojczystej. W chwili rozpaczy rzuciłam długopisem aż S. go przejął, jak i całą ankietę i tłumacząc jak dziecku, skończył wypełnianie i powiedział, że nie, nie mam myśleć. No, to jeśli chodzi o wróżki, cyganki, tarot i szklane kule.
A to znalazłam ostatnio i już dwa razy obejrzałam/wysłuchałam. Równie ważne jak muzyka są opowiastki Stinga, tam jest cała historia, a on sam jest zabawnym gadułą.
I jeszcze szkocka piosenka miłosna, która się snuje za mną od nie wiem ilu lat. Jak to pięknie ujął jeden z komentujących: I need to go to bed but my ADHD keeps screaming the chorus of this song at me and basically there is no sleep until it stops:)
Film "Benny and Joon"
czwartek, 24 kwietnia 2014
grzmi też (gżmi terz/ tesz?)
Jak to dobrze (lub dobże w wersji K.), że nie umyłam okien, bo od kilku dni, raz po raz przelatują deszcze niespokojne malując przy tym wzorki na szybach. A po każdym takim deszczu zieleń atakuje z coraz większą zaciekłością, jak w Kongo w porze deszczowej. I dobże!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

